Tam gdzie na krypcie kościół zbudowali

 

Dzisiejsza monumentalna świątynia parafialna w Nowej Rudzie to już trzecia budowla wzniesiona w tym samym miejscu. Jej najwcześniejszą poprzedniczką był ewangelicki kościół przyzamkowy, służący jako rodowe sanktuarium Stillfriedów. Tragiczny kres tej pierwotnej konstrukcji nadszedł 27 maja 1622 roku – w pożodze wojny trzydziestoletniej obiekt został doszczętnie zniszczony podczas najazdu czeskich wojsk prowadzonych przez hrabiego Heinricha Matthiasa von Thurna.

Odbudowę podjęto niezwłocznie i już w 1623 roku rozpoczęto budowę nowej, barokowej świątyni. Choć przez długi czas służyła ona lokalnej wspólnocie, wraz z rozwojem przemysłu i gwałtownym przyrostem demograficznym zaczęła niedomagać przestrzennie. Gdy w 1881 roku populacja Nowej Rudy przekroczyła 11 tysięcy mieszkańców, niewielki barokowy kościółek przestał mieścić stale rosnącą rzeszę wiernych, wymuszając decyzję o budowie nowej, okazałej świątyni.

Noworudzki kościół parafialny (poprzednik obecnego wybudowanego w tym samym miejscu) przed pożarem.

[zdjęcie pochodzi z "Kronika miasta Nowa Ruda " Wittiga]

 

 Gdy rozważano opcje rozwiązania problemu zbyt małej świątyni, 23 maja 1884 roku w miasteczku wybuchł wielki pożar. Był to jeden z najtragiczniejszych kataklizmów, jakie kiedykolwiek nawiedziły tę miejscowość. Ogień strawił sąsiednie domy, a z kościoła pozostały jedynie zgliszcza. Uratować udało się wyłącznie Najświętszy Sakrament, główne obrazy i figury, przenośne ołtarze, szaty oraz naczynia liturgiczne, a także księgi parafialne – te ostatnie zostały jednak częściowo uszkodzone przez ogień.

Paląca się Nowa Ruda w tym kościół w 1884 r.

[zdjęcie pochodzi z "Kronika miasta Nowa Ruda " Wittiga]

Wnętrze zniszczonego w trakcie pożaru w 1884 r. kościoła na krótko przed wysadzeniem świątyni w powietrze i jej rozbiórką. 28 saperów z Nysy pod dowództwem porucznika Nürberngera pozuje wraz z księdzem Hoffmannem i radnym miejskim Sindermannem przed przystąpieniem do pracy.

[zdjęcie pochodzi z "Kronika miasta Nowa Ruda " Wittiga]

 Jeszcze w 1884 roku podjęto decyzję o budowie nowej świątyni, mogącej pomieścić aż 4000 wiernych. Miał on powstać w miejscu dotychczasowego kościoła, a teren pod budowę powiększono o dwie dokupione parcele: teatr miejski oraz dom przy ulicy Kościelnej.

 Wiosną 1885 roku rozpoczęto prace związane z wyrównywaniem terenu. Tradycyjna, powolna rozbiórka ruin nie wchodziła w grę, gdyż pozbawieni świątyni parafianie nie mieli gdzie odprawiać nabożeństw. Aby przyspieszyć prace, do Nowej Rudy sprowadzono aż 30 saperów z Nysy. Żołnierze wywiercili otwory wybuchowe i w zaledwie cztery dni zrównali pozostałości starego kościoła z ziemią. Zaprojektowanie nowej świątyni powierzono wrocławskiemu architektowi diecezjalnemu Josephowi Ebersowi.

Ruiny poprzednika obecnego kościoła św. Mikołaja spalonego w 1884 r.

[zdjęcie pochodzi z "Kronika miasta Nowa Ruda " Wittiga]

 

Protokół spotkania Magistratu w Nowej Rudzie z 22 lutego 1884 r.  napisany 1 marca 1884 r. w sprawie zwrotu kosztu z ubezpieczenia kościoła

 27 lipca 1885 roku z kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego wyruszyła na plac budowy uroczysta procesja. W jej trakcie uczestnicy zamurowali kamień węgielny w fundamentach absydy. W 1886 roku murarze, pod kierunkiem Adolfa Lauterbacha z Wojborza, rozpoczęli wznoszenie ścian świątyni. Z kolei w 1888 roku przystąpiono do prac nad konstrukcją dachu.

Rzut nowego kościoła na rzucie starego (Alte Kirche).

[zdjęcie pochodzi z "Kronika miasta Nowa Ruda " Wittiga]

 

 W 1889 roku rozpoczęto budowę strzelistej wieży. Co niezwykle ciekawe, posadowiono ją na fundamentach dawnej krypty rodowej Stillfriedów, co miało swoje tragiczne konsekwencje w późniejszych latach. W trakcie prac budowlano-konserwatorskich i wykończeniowych zmarło łącznie pięć osób. Wśród ofiar znalazł się sam proboszcz parafii, ks. Ernst Hoffmann – ten sam, który wcześniej podpisał z patronem kościoła umowę na wzniesienie nowej świątyni w tym miejscu.

 Pierwszą mszę świętą w nowym, choć jeszcze niewykończonym kościele odprawiono 6 stycznia 1890 roku. Nabożeństwo odbyło się bez udziału ławek – wierni stali na posadzce, ponieważ drewniane ławki zamontowano dopiero na Wielkanoc.

Pocztówka ukazująca odbudowany kościół po spaleniu w 1884 roku. 

 

 We wrześniu 1890 roku na wieży kościelnej zawieszono trzy dzwony z brązu, które po raz pierwszy wybrzmiały podczas uroczystości konsekracji świątyni. Aktu poświęcenia kościoła pw. Świętego Mikołaja dokonał 18 października 1890 roku kardynał Franz von Schönborn, arcybiskup Pragi.

 Na to podniosłe wydarzenie zaproszono wielu znamienitych gości z okolicznych miejscowości, a także z Wrocławia i Pragi. Wśród nich obecny był patron nowo wybudowanego kościoła, hrabia Wilhelm von Magnis. To właśnie hrabia von Magnis już 18 marca 1885 roku przekazał astronomiczną kwotę 100 000 marek na rzecz odbudowy świątyni. Zadeklarował ponadto, że materiały budowlane – takie jak drewno, cegły i wapno – zostaną dostarczone z jego własnych zakładów, a w przypadku ich braku zezwolił na zakup surowców u zewnętrznych dostawców na jego koszt. Pozostałe środki na inwestycję pochodziły z odszkodowania ubezpieczeniowego po pożarze oraz z hojnych datków samych parafian.

Umowa z patronatem hrabią Wilhelm von Magnus w sprawie budowy nowego kościoła, podpisana 28 marca 1885 [z akt Archiwum  Państwowego we Wrocławiu] 

 

Niemniejszy artykuł powstał na podstawie "Kroniki Noworudzkiej" A. Wittiga.  

 

Bo każdy dzień jest częścią Historii !

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S.

Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

 

 

 

Uwaga

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.