Bożków / Eckersdorf
Wszystko co ważne i związane z Bożkowem:
informacje, ciekawe fotografie
We wnętrzu kościoła znajduje się, według mnie, najcenniejszy i najpiękniejszy zabytek w całym rejonie. Mowa tu ambonie, która .....
Wkraczając w realia maja 1945 roku, wielka historia przetoczyła się przez uśpione dotąd zakątki ziemi kłodzkiej, nie oszczędzając również dawnego Eckersdorf. Dni, w których ważyły się losy wielowiekowego dziedzictwa rodu von Magnis, lokalnych mieszkańców oraz uciekinierów szukających tu schronienia, zapisały się w kronikach jako czas pełen lęku, dramatycznych zwrotów akcji i niepewności o to, co przyniesie świt. Nadchodzący zwiastun nowego porządku – wkraczające oddziały Armii Czerwonej – na zawsze zmienił oblicze tej malowniczej wsi, zamieniając pałacowe korytarze i wiejskie zagrody w arenę chaotycznych, powojennych rozliczeń.
Franz jest jednym z ostatnich urodzonych w Bożkowie przedstawicieli rodu Magnisów. Jest autorem 16 książek o tematyce filozoficznej, religijnej i misyjnej, napisanych przeważnie w języku indonezyjskim. Dwukrotnie odwiedził Bożków, ostatni raz w maju 2006 roku. Wizyty były dla Franza wielkim przeżyciem. Ciągle jeszcze pamięta Bożków, pałac i kościół, w którym był.
Na malowniczym wzniesieniu, przy drodze łączącej Kłodzko z Nową Rudą, niegdyś znajdowała się kaplica św. Marii z Loreto. Ta wyjątkowa budowla usytuowana była na wzgórzu w pobliżu pałacu, z którego rozciągał się widok na całą okoliczną dolinę.
Rano, około godziny 11:00, do Eckersdorf przyjechały pierwsze kolumny 92. Dywizji Strzeleckiej 59. Armii. Oficerowie zajęli kwatery w pałacu, natomiast wojsko rozbiło namioty w przypałacowym parku. Była to dywizja specjalnie przeszkolona do wyszukiwania cennych dzieł sztuki oraz zabezpieczania tajnych dokumentów.
Dziś nie będzie mowy o wielkich bitwach czy przełomowych datach. Dziś opowiemy o zwykłych przedmiotach, które zostały przekazane Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II w podziękowaniu za wszystko, co uczynił dla Polski i świata.
Spacerując po okolicy pałacu, koniecznie zajrzyjcie do „ruin” będących częścią dawnego parku, położonych na tyłach szkoły agrotechnicznej. Dziś nie każdy wie o tym miejscu, jednak przez blisko dwieście lat stanowiło ono romantyczne lapidarium – malowniczy zameczek i ogród sentymentalny.
Urodził się 23 sierpnia 1897 w Chodaczków Wielki. Przez kilkanaście lat był sołtysem Bożkowa (1955 - 1967), będąc uważanym za jednego z najlepszych gospodarzy wsi w tamtym okresie w powiecie noworudzkim. Jednak wcześniej zaciągnął się do I Brygadę Legionów Polskich
Jesienią 1942 r. został komendantem tajnej podchorążówki AK, której siedzibą był majątek w Sobótce niedaleko Sandomierza. Natomiast od kwietnia do grudnia 1944 r. był dowódcą zwiadu konnego w I batalionie 2. Pułku Piechoty Legionów AK mjr. Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurta” w Górach Świętokrzyskich. W maju 1945 r. przybył do Bożkowa, gdzie jego historia splotła się z losami hrabiną von Magnis.
Pomimo, że Bożków występuję w źródłach pisanych już w XIV wieku, to osada ta jest znacznie starsza. Znaleziska archeologiczne tutaj odnalezione świadczą, że osada powstała już w okresie neolitycznym. Świadczą o tym zabytki archeologiczne odnalezione ....
W jednym z biur, które się mieściły w Bożkowie, pracowali specjaliści, w tym August Klesse i Ernst Bon. Ci dwaj konstruktorzy stworzyli mechaniczne pułapki na zwierzynę. A jak wyglądały ?
Spacerując po parku w Bożkowie, koniecznie trzeba zobaczyć ruiny znajdujące się na tyłach budynku Dolnośląskiego Zespołu Szkół w Bożkowie. Dziś to już ruiny miejsca zupełnie zapomnianego, ale przez dwieście lat dla rodziny von Magnis były one romantycznym lapidarium.
Historię, którą dziś Wam opowiem, kończy się tragicznie, a wydarzyła się ona 24 grudnia 1969 roku w Kozłówce. Jeszcze parę dni wcześniej nikt się nie spodziewał, że wydarzy się taka tragedia, a tym bardziej żona i córka Jerzego Derynga (pani Grażyna Deryng).
Na terenie Kotliny Kłodzkiej usytuowanych jest wiele krzyży pokutnych z różnych epok. Jak podaje dawny niemiecki przewodnik po krzyżach pokutnych na ziemi kłodzkiej , jeden z nich mieści się w Bożkowie,
Bardzo lubię przeglądać stare dokumenty, gazety oraz czasopisma i uwielbiam na nowo odkrywać w nich najróżniejsze bożkowskie ciekawostki historyczne. Tym razem, i to całkiem przypadkowo, w moje ręce trafiła prawdziwa perełka – gazeta „Wiadomości Bożkowskie”. Dla mnie to pismo niezwykłe, właściwie mogę je nazwać „białym krukiem”. A dla Was?
Według zapisu, który zawdzięczamy Heinrichowi Göppertowi, okaz ten pojawił się w dobrach von Magnisów w 1845 roku i to okazałe drzewo dziś możemy podziwiać w Muzeum Ziemi Polskiej Akademii Nauk w Warszawie,
Kamieniołom, w którym odnaleziono mikroskopowe fragmenty koralowców w szlifach wapieni i fyllitów.
Wieża widokowa wybudowana została na szczycie wzgórza Grodziszcze (Ruinenberg), wznoszącego się ok. 2 km od pałacu na wysokości 396 m n.p.m. Najbliższa okolica jest bardzo malownicza – wokół zalesionego pagórka rozciągają się żyzne pola.
Hrabia Anton Aleksander von Magnis z Bożkowa zasłynął jako pionier w zakresie stosowania nowych upraw oraz metod stosowanych w rolnictwie. Wprowadził nowe gatunki roślin pastewnych używanych do karmienia bydła oraz hodowlę owiec merynosowych, które były sprowadzane z Węgier, Hiszpanii oraz Moraw. Zapoczątkował na początku XIX wieku w powiecie kłodzkim kulturę buraczaną.
Pałac bożkowski do 1945 roku uchodził za jeden z najważniejszych zabytków w Kotlinie Kłodzkiej. W dużej mierze zawdzięczał ten status rodzinie von Magnis. Przez lata budowla mieniła się bogactwem i przepychem. Przyciągała wielu dostojnych, a zarazem ważnych gości. Ówczesny pałac jest wynikiem czterech poważnych przemian, których początek sięga XVI wieku.
John Quincy Adams (1767–1848) był szóstym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Pierwsze pytanie, które mi się nasuwa, to: „Dlaczego o nim piszę tutaj?”.
Materiał powstał na podstawie wspomnień dr. Franza Navego – radcy zdrowia z Nowej Rudy na powiat kłodzki – napisanych w latach 90. XIX wieku.
Wśród przedmiotów znajdujących się w Bożkowie znalazło się kilka starych drukowanych książek, akta kolekcji sztuki muzealnej, około 150 obiektów rytualnych, a także dziesiątki lamp, naczynie do rytualnego mycia ze starej synagogi w Berlinie, Po wojnie trafiły ...
„Kiedy w 1937 roku” – pisze G. Grundmann – „Ferdynand hrabia von Magnis (ostatni właściciel posiadłości w Bożkowie) poprosił mnie o przygotowanie ekspertyzy na temat znaczenia kulturowego pałacu i dzieł sztuki znajdujących się w jego majątku, nie przypuszczałem, że podczas mojej pierwszej wizyty w Bożkowie czeka mnie niespodzianka, jaka nieczęsto zdarza się znawcom sztuki w trakcie ich badań. ...."
Osada Koszyn zlokalizowana jest pomiędzy Bożkowem a Słupcem (będącym obecnie dzielnicą Nowej Rudy). Powstała w 1805 roku bezpośrednio przy tutejszych kopalniach węgla kamiennego, stając się trzecią, a zarazem najmłodszą kolonią Bożkowa, Ta początkowo skromna osada górnicza swój najsilniejszy impuls rozwojowy otrzymała na początku XX wieku. To właśnie wtedy jej unikalny, modernistyczny układ urbanistyczny wyszły spod kreski wybitnego wrocławskiego architekta – Richarda Konwiarza (1883–1960).
Basen, o którym mowa, powstał w latach 30. W związku z rosnącym bezrobociem gminy dostały pieniądze na rozwój gospodarki. Tę możliwość wykorzystał burmistrz Jaschke. Zaczął od regulacji rzeki, która podczas powodzi powodowała ogromne szkody dla mieszkańców Eckersdorf.
Historia warzenia piwa w Bożkowie jest tak stara, jak sama miejscowość, gdyż wraz z pojawieniem się pierwszych osadników od razu powołano władzę wolnego sędziego, Przez wieki jednak zmieniała się jego siedziba.
Mieszkańcy Bożkowa nie odczuli bezpośrednio skutków wojny aż do późnego jej etapu.
Około godziny 2:00 w nocy zaczął napływać narastający, dudniący hałas. Do Eckersdorf zbliżały się kolumny wojsk radzieckich. Szli ze Srebrnej Góry przez Czerwieńczyce drogą Kirchstraße do Kłodzka. Jak się dowiedziałem od grupy BÓBR 1945, drogą tą podążali żołnierze z 1074. i 1076. Pułku Strzeleckiego z 314. Dywizji Strzeleckiej 59. Armii 1. Frontu Ukraińskiego. Nikt nie wychodził z domów, każdy się bał i nadsłuchiwał....
Günther Grundmann stał się dla wielu osób postacią tak tajemniczą, jak legendy o ukrytych skrytkach. Dolny Śląsk znał wyśmienicie. Często odwiedzał posiadłości znajdujące się na tym obszarze w celu obejrzenia obiektów i ewentualnego wydania zaleceń dotyczących renowacji rezydencji, a później ukrycia w nich skarbów. W 1939 roku był również w Bożkowie,
„Nie wierzcie nikomu” – to jedno z często powtarzających się zdań, które wypowiadał pan Jakub Gąska podczas rozmowy z nami. Podczas spotkania również często padały słowa „oni, tamci, gdzieś”. Te słowa, które dla nas początkowo były obce, w trakcie rozmowy stawały się coraz bardziej bliskie.
Kilka lat po wojnie, kiedy już prawie wszyscy zapomnieli o wielkim rodzie von Magnusów, wydarzyła się niespodziewana historia odnalezienia skarbu.
Jedną z osób pochowanych w kościele w Bożkowie jest hrabia Anton Alexander von Magnis, który zmarł 5 czerwca 1817 roku. Hrabina Luisa von Magnis, z domu Götzen, żona zmarłego, która posiadała zmysł artystyczny, zaplanowała budowę mauzoleum przy kościele dla zmarłych członków swojej rodziny.
Do Eckersdorf (dziś Bożków) przybyły siostry zakonne de Notre Dame. Przybyły na prośbę Gabrieli von Magnis pod koniec stycznia 1945 roku, gdy na froncie wschodnim w tym czasie trwał kocioł. Miały siostry zakonne pomóc w gotowaniu i rozprowadzaniu posiłków dla niemieckich dzieci, które uciekły z terenów, gdzie toczyła się wojna. Dzieci te po wojnie zostały w Polsce i zostały rozwiezione po polskich Domów Dziecka.
Na wielkie przemiany społeczne i przesiedlenia towarzyszące zakończeniu wojny nałożyły się jeszcze spory polityczne w Polsce. Spory te towarzyszyły przejmowaniu władzy przez obóz komunistyczny, uzależniony od Związku Radzieckiego. Często dochodziło do brutalnych metod przesłuchań przeciwników politycznych. Prości, zwykli ludzie spontanicznie zaczęli odrzucać ten system. Większość przybyłych do Bożkowa nowych mieszkańców na własnej skórze odczuła nowy system komunistyczny.
Nielegalne obchody Święta Niepodległości były ważnym elementem oporu społecznego w PRL-u. Stanowiły formę manifestacji patriotyzmu i przywiązania do narodowych tradycji. Takie nielegalne obchody były obchodzone w większości miasteczek w całej Polsce , w tym również w Bożkowie.
W latach 50. Bożkowski pałac stał się przedmiotem zainteresowania jednego z korespondentów „Słowa Polskiego”.
„Od 1937 roku, kiedy pracowałam w bytomskim Caritasie, moje życie było wypełnione walką o Żydów. To była walka bez nadziei, można było tylko współczuć”. Gabriele hrabina Magnis napisała te zdania w swoim pamiętniku w 1956 roku. Kim była ta kobieta?
Ostatnim kapelanem kaplicy pałacowej był Robert Klein, który przybył do Bożkowa w 1917 roku, był już wcześniej wikariuszem w Domaszkowie i w Roztokach. W bożkowskiej kaplicy pałacowej odprawiał msze dla rodziny von Magnis oraz ich gości, a także był nauczycielem najmłodszych członków rodu. Dzieciaki bardzo lubiły kapelana i kiedy miały chwilę czasu, rozmawiały z nim na wszystkie tematy. Niestety w 1926 roku kapelan musiał opuścić Bożków, by udać się do Wambierzyc i zostać tam (1 grudnia 1926 roku) proboszczem.
Część zbiorów przewieziono transportem samochodowym do składnicy w Bożkowie. Ciekawe w tym jednak to, że lokalni mieszkańcy podają datę podpalenia pałacu jako 10 lutego, czyli dzień po wywiezieniu pierwszej partii eksponatów – intrygujące.
A co Ty właściwie wiesz o Marszach Śmierci?
No właśnie …. Nie wiele! Ludzie wiedzą mało, nawet na Ziemiach Odzyskanych - czyli tych poniemieckich, a w innych regionach kraju to jeszcze mniej. Coś tam słyszeli, może słyszeli to na lekcji historii. Od lat mówi się tylko o Marszu Śmierci z Auschwitz. Inne niemal nie istnieją w powszechnej świadomości. Ktoś mi powiedział, że nie ma się tu niczego dziwić, gdyż inne marsze rozpoczynały się z jakiś filii obozów, a nie z obozu zagłady jak Auschwitz – Birkenau. Ale czy te mniejsze były mniej straszne, przygnębiające?
Tako oto niezwykła pamiątka wpadła w moje ręce… Kartka z 1946 roku. Kartka na żywność. Kartka ta była świadkiem zdarzeń w Narożnie – bo tak nazywał się Bożków tuż po wojnie – o których większość ludzi nie chce już pamiętać. Dlaczego?
Rodziny nic nie wiedziały o tym, co stało się z ich bliskimi, którzy wyruszyli na początku września na wojnę z wojskami III Rzeszy. Natomiast polscy jeńcy wojenni żyli w strachu i niepewności o los swoich najbliższych. Dopiero 20 listopada udzielono internowanym w sowieckiej niewoli żołnierzom zgody na wysłanie listów czy też kartek do rodzin, ale tylko jednej na miesiąc. Mogli też otrzymywać w tym samym wymiarze listy od swoich bliskich. Pani Maria dostała jedyny list od swojego męża 29 listopada.
Willa Begera była jedyna w swoim rodzaju i prezentowała się wyjątkowo uroczo. Wewnątrz, na parterze, znajdowało się biuro architekta oraz pracownia, w której mógł opracowywać i przechowywać plany wielu budynków rozsypanych wśród wielu miejscowości na Dolnym Śląsku.
Dziś o sztolni Alexander (Alexander Stollen) w Bożkowie mało kto mówi. Tylko nieliczne osoby mogą coś o niej wiedzieć. Z drogi widać jedynie niewielki jej fragment wystający spoza traw i wskazujący jej położenie.
Niewiele wiadomo o legendach, baśniach i opowieściach związanych z Bożkowem (dawna niemiecka nazwa: Eckersdorf). Były one przekazywane głównie ustnie przez lokalną ludność. Dlatego dziś można odtworzyć zaledwie kilka legend, które przetrwały w pamięci tutejszych mieszkańców.
Dziś już niemal wszyscy w Bożkowie zapomnieli o starych rodach zamieszkujących te ziemie przed II wojną światową. Jedynie nieliczni wspominają jeszcze o tym, jak podziemny grobowiec był kilkukrotnie plądrowany przez grupy rabusiów
Nie wyobrażam sobie bólu rodziców, którzy musieli chować własne dziecko – tym bardziej że nie było ono pierwszym, które utracili.
Mieszkając we Wrocławiu w pierwszych latach powojennych, hrabia nie potrafił odnaleźć się w nowej, pokojowej rzeczywistości. Gdy więc na Śląsku zaczęło tworzyć się niemieckie centrum decyzyjne sił paramilitarnych, formowanych przeciwko polskim powstańcom, szybko znalazł się w samym środku tych wydarzeń. Centrala Samoobrony Górnego Śląska (Zentrale des Selbstschutzes Oberschlesien – SSO) miała za zadanie koordynować działania militarne i polityczne wymierzone w polski ruch powstańczy.
Kiedy żołnierzom znudziło się strzelanie do dzieł sztuki w pałacowych wnętrzach, zaczęli ćwiczyć swoje umiejętności strzeleckie na rzeźbach i posągach stojących poza samą miejscowością. Jeden z takich pomników znajdował się przy polnej drodze, około półtora kilometra na zachód od Bożkowa.
W dialekcie tym tworzyło wielu lokalnych autorów, jednak jeden z nich ma szczególne znaczenie dla mieszkańców Bożkowa i Nowej Rudy. Mowa o Oswaldzie Wolffie.
Wśród wielu skamieniałości znalezionych na tym terenie dwie są szczególne, ponieważ ich nazwy wywodzą się od nazwiska wybitnego badacza i kolekcjonera tych noworudzkich ziem. Chodzi o skamieniałości: Anthracomartus voelkelianus i Voelkelia refracta. Obie te skamieniałości noszą nazwę na cześć znanego pasjonata minerałów i skamielin – Josefa Völkela.
W tym czasie prowadzone były poletka doświadczalne ze zbożem oraz roślinami okopowymi, których odmiany wyhodowali jeszcze Niemcy. Tereny te znajdowały się na południe od Urzędu Gminy. Po zebraniu zbóż z poletek, w biurze liczono ziarna z poszczególnych kłosów oraz je ważono, a wyniki tych analiz wysyłano bezpośrednio do Warszawy.
Przenieśmy się teraz do czasów, kiedy w rynku mieścił się kiosk a przed samym pałacem. w którym od lat 60 XX mieściła się szkoła rolnicza ,leżało skamieniałe drzewo przy którym można było sobie odpocząć między zajęciami w szkole lub schować się w budynku, w którym mieściły się setki poroży zwierząt oraz kilkanaście szabli i muszkietów. To wtedy, któregoś jesiennego wieczoru, kiedy uczniowie pojechali na niedzielę do domu, w pałacu nocowała pani inspektor wizytująca ówczesną szkołę.
Pocztówki sprzed 1945 roku stanowią niezwykle cenne źródło wiedzy do badań nad dawnym życiem gospodarczym – można z nich wyczytać wiele cennych informacji. Da się na nich dostrzec m.in. szyldy sklepów i gospód, które pokazują ciągłość lokalnych tradycji lub też ilustrują, jak często zmieniali się właściciele i profile oferowanych usług. Szczególnie interesujące są karty przedstawiające ten sam motyw, ale pochodzące z różnych lat.
Losy zabytkowych dzieł sztuki z pałacu w Bożkowie (niem. Eckersdorf) nierozerwalnie wiążą się z dramatycznymi wydarzeniami II wojny światowej oraz skomplikowaną rzeczywistością pierwszych lat powojennych na Ziemiach Odzyskanych. Wspaniała rezydencja rodu von Magnis stała się jednym z kluczowych punktów na mapie ewakuacji i zabezpieczania europejskiego dziedzictwa kulturowego.
UWAGA
Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma? Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już bezcenny okruch historii.
Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na stryszkach czy szafach dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.
Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.
Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.