Kaplica św. Marii z Loreto
Na malowniczym wzniesieniu, przy drodze łączącej Kłodzko z Nową Rudą, niegdyś znajdowała się kaplica św. Marii z Loreto. Ta wyjątkowa budowla usytuowana była na wzgórzu w pobliżu pałacu, z którego rozciągał się widok na całą okoliczną dolinę. Do kaplicy prowadziła bezpośrednia ścieżka z Bożkowa, przy której ustawiono figurę św. Jana Nepomucena, będącą ważnym punktem dla mieszkańców i pielgrzymów. Obecnie o dawnej pustelni świadczy jedynie niewielka pozostałość – fragment kamiennego monumentu, który stanowi ostatni materialny ślad tego miejsca pielgrzymkowego. Kamienny zespół ukrzyżowania, wykonany z inskrypcjami zawierającymi wezwania z litanii loretańskiej oraz płaskorzeźbami św. Marii Magdaleny i św. Jana Ewangelisty oraz klęczącego mężczyznę - św. Franciszka Ksawerego, patrona misji katolickich, został wzniesiony w maju 1800 roku z inicjatywy hrabiego von Magnis. Na przedniej ściance cokołu, obok inskrypcji „Consummatum est” oraz „Stabat Mater Dolorosa”, zachował się także fragment wiersza: „B... v... der Sterne /... der Ferne (?) / ... dem Stand /... der Gnade (?)”. Oba pierwsze zwroty są klasycznymi motywami katolickimi. „Consummatum est” (poprawna forma łacińskiego wyrażenia) oznacza „Wykonało się” – były to ostatnie słowa Jezusa na krzyżu według Ewangelii św. Jana. W kontekście pustelnika mogą symbolizować dopełnienie ludzkiego losu lub ofiary z życia. „Stabat Mater Dolorosa” to zaś początek słynnego średniowiecznego hymnu, opisującego cierpienie Maryi stojącej pod krzyżem, co wskazuje na silny kult maryjny Heinricha, który często modlił się na różańcu. Choć fragment wiersza jest niekompletny, można odczytać jego sens jako: „[Patrząc w stronę] gwiazd / [Z dalekiej] oddali / [Wędrując w swoim] stanie / [Z bożej] łaski.” Jeszcze w latach siedemdziesiątych widoczne były dwie części cokołu – dolna część stała pionowo, a druga leżała przewrócona obok.
Kamienny zespół ukrzyżowania, wykonany z inskrypcjami zawierającymi wezwania z litanii loretańskiej. To pozostałości krzyża dziś możemy zobaczyć w miejscu dawnej kaplicy. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów MF Bystrzyca Kłodz.
Bożkowska kaplica loretańska na tle pałacu. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów MF Bystrzyca Kłodz.
Kaplica św. Marii z Loreto została wzniesiona w 1721 roku z inicjatywy hrabiego Johanna Franza von Götzena, właściciela ówczesnego pałacu w Bożkowie, który realizował testamentową wolę swojego ojca, Johanna Ernesta, spisaną 25 lutego 1706 roku. Na budowę przeznaczono specjalny fundusz w wysokości 200 florenów. Obiekt zaprojektowano na wzór słynnego Domku Loretańskiego w włoskim Loreto. Budowa trwała dwa lata. Uroczyste poświęcenie kaplicy miało miejsce w dniu św. Marcina, 11 listopada 1722 roku, a dokonał go dziekan Hrabstwa Kłodzkiego i zarazem proboszcz z Lądka Zdr, ksiądz Elias Schreiber.
Kaplica loretańska w Bożkowie w pierwszej dekadzie XX wieku.
Foto Pocztówka ze zbiorów autora.
Kaplica loretańska w Bożkowie w pierwszej dekadzie XX wieku.
Zdjęcie pochodzi ze zbiorów MF Bystrzyca Kłodz.
Kaplica maiła 11,2 m długości oraz 8,4 m szerokości, całość składała się z kaplicy o wysokości ok 9 m oraz przylegająca do niej pustelnia. Stromy dach kaplicy zwieńczony był wieżyczka z dzwonem. Wystrój wnętrza zaczerpnięto z pierwowzoru, czyli kaplicy z Loretto. Kaplica wyróżniała się niezwykle bogatą dekoracją malarską. Ściana ołtarza barokowego zachwycała przepychem – dominowały kolory bieli i złota, a centralne miejsce zajmował obraz Matki Bożej. Pozostałe ściany zdobiły polichromie przedstawiające wybrane epizody z życia Maryi. Na ołtarzu umieszczono pozłacaną figurę Matki Bożej, ozdobioną koroną i przyodzianą w starannie dobrane szaty. Po prawej stronie ołtarza znajdowały się schody prowadzące najpierw na chór, a następnie do wieży. Przed wejściem rozciągał się plac, na którym wznosił się kamienny krzyż; całość od drogi oddzielał kamienny mur z umieszczoną przy nim ławką, służącą odwiedzającym i pielgrzymom. Za budynkiem mieścił się mały ogród, na którym pustelnik miał posadzone swoje warzywa.
Ołtarz kaplicy loretańskiej w Bożkowie. To w niej 9 maja 1945 r. odnaleziono zmasakrowane zwłoki Bendera. Pocztówka ze zbiorów autora.
Opiekę nad kaplicą oraz obsługę pielgrzymów powierzano pustelnikom, którzy zamieszkiwali tu przez kolejne dekady. Pustelnicy, którzy zamieszkiwali pustelnię, zajmowali się sprzątaniem, obsługą pielgrzymów i turystów. Żyli częściowo z jałmużny, częściowo z datków z fundacji, założonej przez fundatora kaplicy, oraz z pracy swoich rąk. Pierwszym pustelnikiem znanym z imienia był Bernhard Müller, franciszkanin z Schömberg, wymieniony w kronikach z 1759 roku. Utrzymywało go dominium. W 1760 roku pustelnikiem został Anton Neumann, a od około 1788 do 1801 roku był nim tutaj Zephyrin Weiß, który później wyjechał do Grodkowa, ponieważ tutejsza pustelnia została przyznana rodakowi żony jej patrona – hrabiego Magnisa. Od 1801 roku pustelnię zajmował Rafael Happel, a od 1809 roku Konrad Bertram. Josef Thamm, Czech z Ujestu, gorliwy w działaniu, czysty obyczajowo mężczyzna, wprowadził się do bożkowskiej pustelni w 1841 roku i obchodził tutaj jubileusz 50-lecia pustelniczego życia. Zmarł w 1881 roku. Kolejnymi pustelnikami tutaj byli: Franz Gilger: od 1 stycznia 1882 roku, członek Trzeciego Zakonu, zm. 12 października 1888 roku. Josef Langer: od 23 listopada 1888 roku, zm. 1 listopada 1889 roku. Paul Langer: od 1 listopada 1889 roku, zm. 1 października 1890 roku. Josef Langer: od 1 października 1890 roku, zm. 1 października 1899 roku. Wilhelm Richter: od 1 października 1899 roku do 29 lutego 1908 roku. Johannes Burdich: który był pustelnikiem przez pięć lat i zm. 24 czerwca 1914 roku. Josef Franke: od lipca 1914 roku. W czasie pierwszej wojny nie było tam pustelnika.
Od 15 grudnia 1918 roku Heinrich Bender (tercjarz świecki, bez habitu), z zawodu cieśla, rozpoczął życie pustelnicze. Przed wybuchem I wojny światowej Heinrich Bender został zatrudniony przez hrabiego Antona von Magnisa jako opiekun młodszych synów hrabiego. Rodzina hrabiowska otaczała go głębokim szacunkiem i darzyła serdeczną sympatią. Po wybuchu wojny został wcielony do wojska, gdzie pełnił służbę naziemną w lotnictwie. Podczas jego służby wojskowej zmarła jego matka, co miało głęboki wpływ na dalsze losy bohatera. Przepełniony żalem po stracie oraz rozczarowany światem zewnętrznym, po powrocie z wojny zdecydował się zamieszkać w pustelni przy kaplicy Loretańskiej. Równocześnie podjął obowiązki zakrystianina w kościele parafialnym w Bożkowie. Z racji wielkiej pobożności mógł odprawiać w kaplicy niedzielne nabożeństwo. Głos dzwonu kaplicy rozbrzmiewał po najbliższej okolicy trzy razy dziennie - w tym czasie pustelnik głośno odmawiał modlitwę Anioł Pański.
Heinrich Bender na zdjęciu z lat 20-tych XX. Zdjęcie zapożyczone z Rocznika Ziemi Kłodzkiej/Śląska.
W niedzielne popołudnia, po zakończonym nabożeństwie odprawianym przez Heinrich Bender, mieszkańcy zazwyczaj odwiedzali go w jego skromnym mieszkaniu przy pustelni. Tam często puszczał płyty gramofonowe, co zawsze wywoływało wśród nich ogromną radość i zachwyt. Był to człowiek pełen głębokiej wiary, cieszący się powszechną sympatią nie tylko w Bożkowie, lecz także poza jego granicami. Podczas II wojny światowej Heinrich Bender wykazywał się wielkim sercem, organizując modlitewniki dla robotników przymusowych, którzy w niedziele przychodzili na nabożeństwa do kaplicy Loretańskiej. Godny szacunku ksiądz proboszcz Wengler, ostatni niemiecki proboszcz w Bożkowie, mimo obowiązujących zakazów, z oddaniem zabiegał o to, by dla tych robotników mogły być odprawiane msze święte w kaplicy.
9 maja 1945 roku, gdy oddziały radzieckie przemieszczały się w pobliżu kaplicy, kierując się z Czerwieńczyc w stronę Kłodzka, Heinrich Bender, znany jako „Bännda Heinrich”, zgodnie z prośbą siostry miał schronić się w jej domu, by uniknąć ewentualnego niebezpieczeństwa. Mimo to pustelnik postanowił pozostać w swojej ukochanej kaplicy. Przejeżdżający żołnierze radzieccy, chcąc uczcić zwycięstwo, zażądali od niego wódki. Ponieważ Heinrich Bender nie znał rosyjskiego i sądził, że żołnierzom chodzi o wodę, podał im właśnie ją. W odpowiedzi został przez nich zastraszony. Uciekł pustelnik na chór kaplicy by tam się ukryć. Żołnierze tam go dopadli. Został zabity kluczem od hydrantu.
Heinrich Bender z mamą i z siostrą na zdjęciu z lat 10-tych XX. Zdjęcie zapożyczone z Rocznika Ziemi Kłodzkiej/Śląska.
Heinrich Bender z nianią hrabiego Antona von Magnis - Auguste Zenge, oraz dwoma synami hrabiego.
Zdjęcie zapożyczone z Rocznika Ziemi Kłodzkiej/Śląska
Po odejściu radzieckich żołnierzy, siostra pustelnika - Philomena (Filomena) Bender, widząc co się stało, natychmiast pobiegła po pomoc. Hrabina Gabriele von Magnis, mistrz stolarski Wenzel oraz kilku mieszkańców Bożkowa sprowadzili ciało Heinricha Bendera do wsi. W domu parafialnym wystawiono zwłoki „Bännda Heinricha”, by wszyscy mogli oddać hołd 71-letniemu pustelnikowi i pożegnać się z nim. Heinrich Bender został pochowany w Bożkowie, a jego grób znajdował się obok mogiły Ferdynanda von Magnis.
Po 1945 roku, kiedy polskie władze przejęły administrację tych terenów, opuszczona kaplica pozostawała bez opieki. Przez kolejne lata była systematycznie plądrowana i niszczona, aż w 1972 roku podjęto decyzję o jej całkowitej rozbiórce. Wydawało się, że pamięć o tym miejscu przepadnie bezpowrotnie, gdyby nie inicjatywa podjęta na początku XXI wieku. Dzięki zaangażowaniu Wspólnoty Ojczyźnianej Mieszkańców Bożkowa (Ecksdorfer Heimatgemeinschaft) oraz wsparciu ks. kanonika Wiesława Pisarskiego, na miejscu dawnej Kaplicy Loretańskiej i w miejscu śmierci ostatniego bożkowskiego pustelnika powstał pomnik upamiętniający Heinricha Bendera. Monument ten tworzą fragmenty zniszczonego krzyża oraz dwie tablice pamiątkowe w języku polskim i niemieckim. Uroczyste poświęcenie upamiętnienia odbyło się 1 lipca 2008 roku i dokonał go ks. prałat Franz Jung z Niemiec.
„Bo każdy dzień jest częścią historii”
Krzysztof Kręgielewski
P.S.
Artykuł został przedrukowany z mojej strony
na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."
Uwaga
Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma? Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już bezcenny okruch historii.
Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na stryszkach czy szafach dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.
Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.
Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.