Volpersdorfer Plänel-Baude – Przełęcz Woliborska
Specyficzną cechą krajobrazu Gór Sowich są miejsca określane niemieckim mianem „Plänel” (lub „Planlaan” w lokalnym dialekcie). Nazwa ta wywodzi się od słowa „Plan”, oznaczającego płaską lub otwartą powierzchnię. Miejsca te, zlokalizowane zazwyczaj na szczytach ścieżek i dróg prowadzących przez góry. Miejsca te służyły początkowo do transportu drewna, a od początku XVIII wieku – węgla z kopalń w rejonie Nowej Rudy. W pobliżu Nowej Rudy znajdują się znane przełęcza tego typu: Przełęcz Jugowska, Przełęcz Sokola oraz Przełęcz Woliborska. Niniejszy tekst przybliży historię tej ostatniej.
Przełęcz Woliborska (niem. Volpersdorfer Plänel) to przełęcz górska położona na wysokości 711 m n.p.m., stanowiąca węzeł kilku szlaków turystycznych. Znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego Gór Sowich, około 3 km na północny wschód od Woliborza. Jest to wyraźne, wąskie i płytko wcięte obniżenie ze stromymi podejściami, usytuowane między wzniesieniami Kobylec (766 m n.p.m.) i Zległe (740 m n.p.m.). Przez przełęcz przebiega wymagająca droga wojewódzka nr 384, łącząca Nową Rudę z Bielawą, której liczne, ostre zakręty sprawiają, że zimą przejazd może być trudny dla kierowców.
Przedwojenna mapa Gór Sowich. .
Od niepamiętnych czasów Przełęcz Woliborska (niem. Kohle Plänel) pełniła funkcję miejsca przeładunku drewna. Gdy wydobycie węgla kamiennego w kopalni Rudolfgrube w Przygórzu (niem. Köpprich) wzrosło, a sprzedaż surowca przez góry do Bielawy (niem. Langenbielau) zwiększyła się, na przełęczy zbudowano skład węgla. Woźnicy z okolic Nowej Rudy transportowali węgiel tak zwaną „starą drogą węglową” z Przygórza do „Kohle Plänel”, jak wówczas nazywano tutaj ten składu. Następnie woźnicy z Bielawy odbierali stąd „czarne złoto” i zawozili je do lokalnych zakładów włókienniczych.
W XIX wieku, w celu monitorowania sprzedaży węgla, na przełęczy wzniesiono budynek mieszkalny z rampą przeładunkową. Do 1888 roku obsługą rampy zajmował się niejaki Dimter. Urodzony na Przełęczy w 1825 roku i mieszkał w tym budynku wraz z rodziną, a do posesji należało również kilka budynków gospodarczych. Życie w tym miejscu wiązało się ze znacznymi utrudnieniami. Dzieci Dimtera musiały codziennie pokonywać pieszo ponad 5 km drogi do szkoły w Woliborzu. Kiedy z powodu tyfusu potrzebny był lekarz, musiał on przyjechać powozem z Nowej Rudy. Po leki dziecko musiało natomiast pójść pieszo do apteki w Nowej Rudzie. Następcą Dimtera został jego zięć, pan Stiller, urodzony w 1857 roku w Nowej Wsi. Kontynuował on sprzedaż węgla i mieszkał wraz ze swoją liczną rodziną w tym samym miejscu.
W czasie, gdy na Przełęczy Woliborskiej mieszkał pan Stiller, nastąpiły duże zmiany w systemie sprzedaży i transporcie węgla. Przełomowym momentem było uruchomienie w 1899 roku kolejki linowej, która połączyła Przygórz z kopalnią w Drogosławiu. Z Drogosławia węgiel był już rozprowadzany koleją, która transportowała 20 ton surowca na godzinę. Zmiany te doprowadziły ostatecznie do likwidacji składu węgla na Przełęczy Woliborskiej w 1900 roku. Stiller przeniósł się wówczas w inne miejsce, a budynek mieszkalny wraz z rampą zaczął popadać w ruinę, aż do całkowitego rozebrania go w 1906 roku.
Kopalnia Węgla Kamiennego w Drogosławiu. Na pocztówce widać kolejkę liniową do transportu węgla.
W XX wieku pojawił się ruch samochodowy, wraz z którym rozszerzył się handel przez góry. Rosnąca liczba turystów na szlaku grzbietowym zrobiła resztę, tak że Przełęcz Woliborska stała się popularnym miejscem odpoczynku. Był to powód do budowy schroniska. Pierwsza „Volpersdorfer Plänel-Baude” nie była zbyt duża, gdyż miał skromną formę i wymiary około 9 x 9 m, ale biznes kwitł. Parterowy budynek z jednospadowym dachem mieścił jedną izbę z bufetem do wydawania ciepłych posiłków. W sezonie letnim przez budynkiem wystawiona kilka stolików. Przejęta formuła w okresie międzywojennym stała się szybko niewystarczająca. Wkrótce musiała ustąpić miejsca większej, bo o wymiarach około 20 x 9 m, budynkowi w prostej konstrukcji, parterowy obiekt przykryty dwuspadowym dachem. Miał oferować 3 miejsca noclegowe. Nowe schronisko zostało otwarte 6 września 1932 r., a nowym właścicielem zostało Towarzystwo Sowiogórskie z Dzierżoniowa, który przeznaczył 4470 marek na jej rozbudowę.
Pierwszy budynek schroniska "Volpersdorfer Plänel-Baude" na Przygórzu Woliborskim.
Zarówno latem, jak i zimą panował tu ożywiony ruch. Było to popularne miejsce odpoczynku dla przewoźników, a dla wędrowców stanowiło dogodny punkt startowy i docelowy wycieczek. W weekendy, niedziele i święta spotykało się tu wielu spacerowiczów i rowerzystów z obu stron gór. Odbywały się tu wycieczki szkolne, a zimą organizowano charakterystyczne „wycieczki saniowe”, którym towarzyszył dźwięk dzwonków. W pierwszych latach działalności schronisko prowadził Walter Gensel, a od 1935 roku rodzina Alke.
Drugie schronisko na Przełęczy Woliborskiej.
W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku schronisko przynosiło dobre dochody. Sytuacja ta utrzymywała się także w pierwszych latach drugiej wojny światowej. Schronisko Plänelbaude tętniło życiem, będąc miejscem spotkań spacerowiczów, turystów i wędrowców. Jednakże, gdy front wschodni III Rzeszy się załamał, a Armia Czerwona przekroczyła Odrę, ruch przez Przełęcz Woliborską gwałtownie wzrósł. Pojazdy wojskowe nieustannie kursowały w obie strony. Organizacja Todt zajęła kwaterę w Plänelbaude, aby zbudować zapory przeciwczołgowe na górskiej drodze. Następnie pojawił się Volkssturm, którego zadaniem było powstrzymanie Rosjan. W styczniu i lutym 1945 roku nasilił się napływ uchodźców. Karawany, składające się z konnych wozów i traktorów, zmagały się z mocno oblodzoną drogą przez góry. W kwietniu i na początku maja przez przełęcz wycofywały się oddziały Wehrmachtu. Rosjanie byli tuż za nimi, więc żołnierze porzucali cały balast – po obu stronach ulicy Plänelstraße piętrzyły się ogromne ilości materiałów wojennych.
Pomieszczenia schroniska na Przełęczy Woliborskiej , lata 30-te XX wieku.
Oto relacja jednego z mieszkańców Dzierżoniowa, który uciekał z matką i młodszą siostrą przez Przełęcz Woliborską samochodem transportowym: „Wdrapałyśmy się na tył ciężarówki, przykrytej stelażem i plandeką. Było nas około dziesięciorga, w tym druga rodzina, której nie znałem i której nazwiska nie pamiętam. Była to trudna podróż, która wiodła przez krajobraz pokryty głębokim śniegiem. Temperatura spadła poniżej minus 20 stopni Celsjusza. Trasa wiodła przez Bielawę, a następnie stromą, zaśnieżoną i śliską Przełęcz Woliborską, częściowo zatłoczoną pojazdami wojskowymi, wozami uchodźców i grupami pieszych. Kilka razy wyjrzeliśmy spod plandeki i zobaczyliśmy martwe, zamarznięte zwierzęta, a nawet ludzi, leżących w rowach i na zboczach. W panującym chaosie nikt nie mógł zająć się ciałami. Droga była częściowo zablokowana przez pojazdy bez paliwa, które zostały zepchane z drogi. Posuwaliśmy się bardzo powoli i, oczywiście, mieliśmy ogromne trudności z pokonywaniem oblodzonych zboczy. Żołnierze kierujący pojazdem, którzy nam pomagali, siedzieli jak na beczce prochu, ponieważ po drodze należało liczyć się z «psami łańcuchowymi», czyli oddziałami żandarmerii wojskowej, które miały za zadanie między innymi tropić dezerterów i rozstrzeliwać ich na miejscu. Można ich było rozpoznać po blaszanych tabliczkach, które nosili na małych łańcuszkach na szyi. Wszystko poszło dobrze. Udało nam się pokonać niezwykle trudną trasę bez strat ani uszkodzeń, ale przemarzliśmy do szpiku kości. Kierowca zawiózł nas do punktu rejestracyjnego w Neurode (Nowej Rudzie)”. Źródło relacji: heimatbund-reichenbach.de.
Wiata Drewniana na Przełęczy Woliborskiej przy dawnym schronisku.
Po zajęciu powiatu kłodzkiego przez Armię Czerwoną wkrótce nastąpił ruch w przeciwnym kierunku. Rosyjskie oddziały ponownie przemierzały Przełęcz Woliborską, zabierając ze sobą sprzęt wojskowy oraz łupy; ogromne stada bydła pędzono na wschód. Do pomocy zmuszono niemiecką młodzież, z której większość nigdy nie powróciła. Ostatecznie Rosjanie spalili schronisko. Dzisiaj, ponad osiemdziesiąt lat później, na Przełęczy Woliborskiej, nieopodal miejsca, gdzie stał dawny budynek, znajduje się drewniana wiata turystyczna.
„Bo każdy dzień jest częścią historii”
Krzysztof Kręgielewski
P.S.
Artykuł został przedrukowany z mojej strony
na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."
UWAGA
Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma? Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już bezcenny okruch historii.
Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na stryszkach czy szafach dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.
Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.
Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.