Sól ziemi czarnej

 

  „Ostatnio, gdy oglądałem film Kazimierza Kutza „Sól ziemi czarnej” – opowiada spokojnie pan Andrzej Rakowski – powróciły do mnie wspomnienia wydarzeń z 1 września 1958 roku w Przygórzu. To był poniedziałek. Miałem wtedy sześć lat i doskonale pamiętam dźwięk syren dobiegające z kopalni, którego w górniczej osadzie boją się wszyscy. Rozległy się on o nietypowej porze. Wkrótce po nim mieszkańcy zjawili się na miejscu zdarzenia. To był początek jednej z najtragiczniejszych kart w historii górnictwa w Przygórzu.”

  Poniedziałkowy poranek 1 września 1958 r. w kopalni nie zapowiadał tragedii, choć zagrożenie czaiło się w samym złożu. Pokład 32 w szybie „Bolesław” był znany ze swojej „niepokorności” – sklasyfikowany w III kategorii zagrożenia metanowego, oddawał średnio 17 m³ tego gazu na każdą tonę wydobytego węgla. Tego dnia, na głębokości blisko 180 metrów pod ziemią, w oddziale XIV praca wrzała. Około 25 górników zjechało „Szybem Ślepym Głównym”, by objąć swoje stanowiska w przodkach i przy ścianie. Prowadzono wówczas eksploatację pokładu 32 od poziomu VI (to jakieś 110 m pod powierzchnią ziemi) do VII/2. W oddziale pracowały dwa chodniki: kierunkowy na poziomie VII/2, wyprzedzający ścianę o 295 m, oraz nadścianowy na poziomie VI, wyprzedzający ścianę o około 150 m. W związku z zaburzeniami przed frontem ścian zdecydowano o wykonaniu dwóch dowierzchni – transportowej i ścianowej – obejmujących to zaburzenie. Ich długość w dniu wypadku wynosiła odpowiednio 43 m i 33,5 m. System wentylacyjny, oparty na skomplikowanej sieci lutniociągów i wentylatorów napędzanych sprężonym powietrzem, wydawał się sprawny. Pomiary metanu z poprzednich miesięcy uspokajały – stężenia nie przekraczały bezpiecznych norm.

Szyb Bolesław KWK Nowa Ruda. Zdjęcie pochodzi ze pozycji "Historia Kopalni Węgla Kamiennego "Nowa Ruda" Zespół redakcyjny, Nowa Ruda 1965.

 

  Jednak około siódmej trzydzieści podziemia zadrżały. Sztygar Gołaszewski wraz z górnikami znajdujący się przy wlocie do chodnika kierunkowego na poziomie VII/2, usłyszał głuchy huk, po którym nastąpił potężny podmuch, a zaraz potem gwałtowne zasysanie powietrza. To był wybuch metanu i pyłu węglowego. Skala zniszczeń była porażająca. Siła eksplozji wymiatała stalową obudowę dowierzchni jak zapałki, wrzucając ją do chodnika kierunkowego. Rynny odstawcze i lutniociągi zostały zmasakrowane i powykręcane. Wysoka temperatura była tak ekstremalna, że z drewnianych elementów obudowy zaczęła wyciekać żywica.

Drewniany stojak z utkwioną w nim łopatą.

Przedmiot jest wyeksponowany w Centrum Nauki, Kultury i Sztuki Stara Kopalnia w Wałbrzychu, ul. Wysockiego 29, 58-304 Wałbrzych (nr inwentarzowy MPT/GT 491).

 

  W sztabie akcji, dowodzonym przez naczelnego inżyniera Władysława Kubicza, każda sekunda była na wagę złota. Ratownicy, którzy jeszcze chwilę wcześniej walczyli z pożarem przy Oddziale VI pola „Piast”, natychmiast zostali skierowani do szybu „Bolesław”. Warunki na dole były piekielne. Zerwany rurociąg sprężonego powietrza wył ogłuszająco, tworząc tzw. „fukacz”, który wraz z zawałami uniemożliwiał dotarcie do uwięzionych. W tym samym czasie na poziomie VI rozgrywał się kolejny dramat – 22 górników, próbujących wycofać się z zagrożonego rejonu, straciło przytomność w wyniku zatrucia gazami powybuchowymi. Tylko dzięki przytomności umysłu sztygara R. Popiel i szybkiej reakcji zastępów ratowniczych, wśród których był dozorca Kabat, udało się ich przetransportować na powierzchnię i uratować przed pewną śmiercią.

 

Plan sytuacyjny wybuchu metanu w Szybie Bolesław KWK Nowa Ruda z dnia 1 września 1958 r. Przepraszam za niewyraźną jakość zdjęcia.

 

  Niestety, czternastu górników nie udało się uratować. Ratownicy natrafiali po kolej na kolejne ciała – część była zwęglona, inne zostały przygniecione przez zawał. Początkowo odnaleziono dwa ciała (ich ciała były zwęglone), następnie zastępy ratownicze odnalazły zwłoki dziesięciu górników. Dwóch zmarło w wyniku poniesionych ran tego samego dnia. W gronie ofiar wybuchu znaleźli się: T. Bogucki, E. Brzeski, G. Nowak, J. Genderko, E. Rosiak, E. Karasiński, B. Tarnowski, A. Cieślak, A. Maliszewski, W. Malinowski, J. Ferenc, W. Gawot, B. Kwieciak, A. Boguszewicz.

Jeden z zachowanych pomników upamiętniających górników poległych w wyniku wybuchu metanu 1 września 1958 roku.

Pomnik upamiętniający Wacława Gawota i Jana Ferenc znajduje się na cmentarzu w Przygórzu. Autorem zdjęcia jest p. Ewa Kawałkowa.

 

  Dzień po katastrofie Przygórze utonęło w żałobie. Cechownia wypełniła się trumnami, w których były ułożone galowe mundury zmarłych/. Przy ich bokach czuwała warta honorowa. Pogrzeb stał się manifestacją bólu całej społeczności. Podczas ceremonii pogrzebowej dekoracji trumien dokonał przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, B. Ostapczuk, a Rada Państwa pośmiertnie uhonorowała poległych Złotymi Krzyżami Zasługi, ale żadne odznaczenie nie mogło ukoić straty rodzin poległych górników. Trumny ofiar zostały pochowane w ich rodzinnych miejscowościach.

   Śledztwo obnażyło brutalną prawdę o splotach nieszczęśliwych wypadków i ludzkich uchybień. Przyczyną była iskra z lampy wskaźnikowej przodowego, która zapaliła mieszankę metanu. Gaz nagromadził się przez przestój kompresorów i awarię rurociągu, która obniżyła ciśnienie powietrza napędzającego wentylację. Zabrakło też należytej czujności dozoru w kluczowym momencie usuwania awarii. Trzech pracowników dozoru usłyszało wyroki skazujące.

Jeden z zachowanych pomników upamiętniających górników poległych w wyniku wybuchu metanu 1 września 1958 roku.

Pomnik upamiętniający W Malinowskego znajduje się na cmentarzu w Woliborzu. Autorem zdjęcia jest p. Ewa Kawałkowa.

 

  Katastrofa z 1958 roku na zawsze odmieniła losy mieszkańców Przygórza. Choć po wybuchu kilkudziesięciu górników, sparaliżowanych strachem, porzuciło zawód, większość załogi pozostała wierna swojemu powołaniu. To właśnie ich hart ducha stał się fundamentem legendy szybu „Bolesław”. Mimo upływu blisko 70 lat, pamięć o nich trwa. W Starej Kopalni w Wałbrzychu zachował się jeden z najbardziej poruszających symboli tamtych dni – stojak z wbitą łopatą. Ten milczący świadek tragedii jest dowodem niezwykłego oddania górniczej braci. Ślady ich historii można odnaleźć również na nekropoliach ziemi noworudzkiej. W Woliborzu pochowany jest Wacław Malinowski, natomiast w Przygórzu spoczywają Wacław Gawot, Jan Ferenc oraz Rudolf Wodnik. Pamięć o Wacławie Gawocie i Janie Ferencu przetrwała m.in. dzięki pani Ewie Kawałkowej, która jest inicjatorem nowego pomnika, a fundatorami są Państwo Kiełbaskowie - administratorzy cmentarza. Początkowo Rudolf Wodniak został pochowany na cmentarzu w Woliborzu, jednak później jego grób przeniesiono do Przygórza. Podobna sytuacja dotyczy pana Machańskiego – pierwotnie spoczywał on w Woliborzu, ale później jego grób został przeniesiony do Słupca. Z kolei w Jugowie pochowano Bernarda Kwietnia, choć jego mogiła nie zachowała się do dziś.

Mapa Przygórza 

 

  Przy opracowywaniu dzisiejszego tematu korzystałem z archiwaliów Archiwum Państwowego we Wrocławiu Oddział Kamieniec Ząbkowicki. Na zakończenie pragnę serdecznie podziękować p. Ewie Kawałkowej za cenne informacje.

 

Bo każdy dzień jest częścią Historii!”

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S.

Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

Uwaga

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.