Słupiecka składnica muzealna.

 

 Obecnie niemal nikt nie potrafi wskazać miejsca, w którym niegdyś wznosił się ten pałac. Przez lata był on najbardziej okazałą i reprezentacyjną budowlą w Słupcu (Schlegel – niemiecka nazwa miejscowości obowiązująca do 1945 roku). Na przestrzeni wieków rezydencja służył właścicielom tutejszych dóbr ziemskich, wśród których ostatnimi gospodarzami był ród von Pilati.

 Pierwsza budowla powstała na tym terenie prawdopodobnie już w XV wieku. Gdy w 1622 roku pożar doszczętnie strawił ówczesny dwór sędziowski, na jego zgliszczach wzniesiono w 1628 roku nowy, kamienny dworek. W 1685 roku obiekt przeszedł gruntowną przebudowę, czego trwałym świadectwem stała się data wyryta nad portalem wejściowym. Właśnie wtedy narodził się okazały pałac, do którego wiodły reprezentacyjne schody, a tuż obok głównego korpusu wystrzeliła w górę kwadratowa wieża zwieńczona charakterystyczną kopułą. Za głównego twórcę tej barokowej metamorfozy uznaje się Jacopo Carove. Na początku XX wieku budynek przeszedł kolejną modernizację: niewielki dziedziniec wewnętrzny nakryto nowoczesnym, szklanym dachem, natomiast wieżę, połączoną z pałacem ażurową galerią, przebudowano w stylu włoskiej willi, przez co bezpowrotnie utraciła ona swoje dawne, cebulaste zwieńczenie.

Widok na pałac od ulicy. Obraz namalowany przez F. Pazelt w 1860 roku.

Pałac w Słupcu przed drugą wojną światową. Weber / Opolska Biblioteka Cyfrowa.

 Według informacji zebranych podczas wojennej okupacji przez prof. Mariana Gumowskiego – powojennego dyrektora Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu (Kaiser-Friedrich-Museum) – to właśnie w Słupcu miały zostać ukryte niektóre polskie eksponaty muzealne oraz cenne archiwa. W oficjalnym raporcie z 10 kwietnia 1945 roku Gumowski wprost wskazywał, że część zbiorów trafiła do tutejszej rezydencji:

„Schlegel (Słupiec), zamek w okręgu kłodzkim na Śląsku. W 1944 roku przesłano tam co najmniej 41 skrzyń z Muzeum Wielkopolskiego, zawierających porcelanę, srebro, monety i książki” (Notatka delegata Ministerstwa Kultury i Sztuki na teren Wielkopolski).

 Za organizację i transport tych skarbów do pałacu w trakcie II wojny światowej odpowiadał osobiście Günther Grundmann, ówczesny konserwator zabytków prowincji dolnośląskiej.

Lista składnic, w której przetrzymywano polskie zbiory muzealne. Archiwum Akt Nowych

 

 Günther Grundmann pełnił funkcję niemieckiego prowincjonalnego konserwatora zabytków na Śląsku. W 1940 roku osobiście odwiedził pałac w Słupcu, a w swojej autobiograficznej książce „Erlebter Jahre Widerschein” pozostawił niezwykle szczegółowy opis tej budowli:

„Był to prawie kwadratowy, trójkondygnacyjny czworobok, którego najniższa część stanowiła potężny cokół. Nad nią dwie górne kondygnacje wieńczył płaski dach łupkowy, za którego spadzistą linią ukryto szklany świetlik wewnętrznego dziedzińca. Obok głównego gmachu, połączona z nim niższym łącznikiem, wznosiła się pokryta tynkiem wieża. Pierwotnie okna z pewnością posiadały bogato profilowane obramowania, a elewacje zewnętrzne zdobiły dekoracje sgraffitowe – tak charakterystyczne dla licznych obiektów zachowanych na ziemiach czeskich oraz w całym powiecie kłodzkim. Choć dla znawców śląskiej architektury renesansowej ta mocno przekształcona z zewnątrz konstrukcja mogła częściowo zacierać pierwotne piękno starego, solidnego domu, to wrażenia z jego wnętrza były tym bardziej imponujące.

 Najpierw zaproszono mnie na wewnętrzny dziedziniec. Dwa przeciwległe boki tego dziedzińca otwierały się na trzykondygnacyjne arkady, których spłaszczone łuki opierały się na masywnych filarach. Przestrzenie między nimi wypełniały ażurowe balustrady z mocnymi, kwadratowymi tralkami. Biegnące wokół korytarze, z których prowadziły wejścia do poszczególnych komnat, nakryto prostymi sklepieniami krzyżowymi. Oględziny te w pełni potwierdziły czas powstania obiektu, o którym świadczyła data 1685 wyryta na portalu. Z poziomu parteru zewnętrzne schody wiodły na pierwszy poziom arkad, z kolei pomieszczenia mieszkalne ulokowane były na pierwszym piętrze… Cały ten zespół architektoniczny sprawiał wrażenie siedziby o wielowiekowej, pieczołowicie kultywowanej tradycji, tchnąc komfortem oraz dobrobytem”.

 Do tej historycznej siedziby rodu von Pilati można było dotrzeć dwiema drogami: dawnym traktem wiodącym bezpośrednio od strony zabudowań folwarcznych oraz od dzisiejszej ulicy Radkowskiej, skąd przejście prowadziło przez malowniczy, kamienny most.

Dokument przewozu z 16 grudnia 1944 r. 41 skrzyń z Muzeum Wielkopolskiego do Słupca. Muzeum Narodowe w Poznaniu.

 

 Dzieje tej zamożnej rodziny w Słupcu (Schlegel) rozpoczęły się w 1708 roku. Wówczas to Joseph Anton Pilati von Thassul otrzymał tutejsze dobra jako lenno od cesarza Józefa I. Ród szybko zyskiwał na znaczeniu – już w 1710 roku Joseph Anton uzyskał tytuł barona. Szczyt hierarchii arystokratycznej rodzina osiągnęła w 1795 roku, kiedy to jego potomek, Johann Baptist Pilati von Thassul, został podniesiony do godności hrabiowskiej (hrabią Rzeszy – Reichsgraf). Swoją potęgę finansową rodzina von Pilati zawdzięczała nie tylko posiadłościom ziemskim, ale przede wszystkim bogactwom naturalnym. Kluczowym elementem ich majątku stała się kopalnia węgla kamiennego „Johann Baptist”. Na początku XX wieku, w obliczu nowych wyzwań gospodarczych, zakład ten połączono z górniczymi dobrami hrabiego von Magnis z Bożkowa. W wyniku tej potężnej fuzji powstało jedno z najważniejszych przedsiębiorstw przemysłowych w całym regionie – Neuroder Kohlen- und Thonwerke (Noworudzkie Zakłady Węglowe i Glinek Ogniotrwałych).

Zdjęcie przedstawia właścicieli pałacu na dziedzińcu. Foto z "Schlegel. Ein dorf in der Grafschaft Glatz".

 

 Choć podczas II wojny światowej pałac wciąż pozostawał w rękach rodziny von Pilati, od 1943 roku jego status uległ diametralnej zmianie. W obliczu nasilających się alianckich nalotów na III Rzeszę, w rezydencji przymusowo dokwaterowano siedmioro uchodźców z bombardowanej Kolonii. Ówczesna właścicielka pałacu, obawiając się, że obecność uciążliwych lokatorów uniemożliwi ostateczne przekształcenie obiektu w bezpieczną składnicę dzieł sztuki, skierowała 6 czerwca 1944 roku dramatyczny list do dolnośląskiego konserwatora zabytków, Günthera Grundmanna:

„Przez dziewięć miesięcy gościłam tu siedem nieprzyjemnych osób z Kolonii. Ojciec tej rodziny właśnie opuścił więzienie; ostatecznie matkę wraz z pięcioma córkami zabrało stąd trzech policjantów… Gdy zostawałam w domu sama, drżałam o własne życie. Oddałam im do dyspozycji jadalnię, pokój gościnny oraz kuchnię”.

Widok na park rozciągający się obok pałacu w Słupcu. Foto z "Schlegel. Ein dorf in der Grafschaft Glatz".

 

 U schyłku wojny, 15 września 1944 roku, Komisarz ds. Opieki Społecznej i Zasobów Mieszkaniowych Dolnego Śląska wydał oficjalną zgodę na zmagazynowanie w pałacu skrzyń z zabytkami. Decyzję tę przypieczętowało pismo prof. Günthera Grundmanna do dyrekcji Kaiser-Friedrich-Museum w Poznaniu z 3 listopada 1944 roku, w którym pisał:

„Oddaję niniejszym do Pana dyspozycji dwa pomieszczenia w pałacu w Słupcu, w celu zabezpieczenia w nich dóbr kultury z zasobów Pańskiego muzeum. Właścicielką pałacu jest hrabina Pilati von Thassul zu Daxberg”.

 Ostatecznie przetransportowano tu 41 skrzyń, a telegram hrabiny Pilati z 21 grudnia 1944 roku potwierdził bezpieczny odbiór transportu.

 Kluczowych informacji o zawartości tej skrytki dostarcza pismo z 14 czerwca 1946 roku, sporządzone przez dr. Gwido Chmarzyńskiego – członka delegowanej przez Naczelną Dyrekcję Muzeów i Ochrony Zabytków krakowskiej grupy operacyjnej, zajmującej się rewindykacją polskich dzieł sztuki na Śląsku. Po przeprowadzeniu szczegółowej inspekcji dokumentacji odnalezionej w słupieckim pałacu, dr Chmarzyński potwierdził, że do tamtejszej składnicy trafiły:

  • 3 skrzynie z numizmatami (w tym cenne medale i monety krzyżackie);

  • 3 skrzynie z depozytem Bractwa Czarnogłowych z Rewla (dzisiejszego Tallina);

  • 19 skrzyń z porcelaną zagrabioną z polskich majątków ziemskich (m.in. z Ruska, Lubstowa i Posadowa);

  • 10 skrzyń z książkami, poświęconymi głównie tematyce architektury zabytkowej;

  • 4 skrzynie będące prywatną własnością niemieckiego prokuratora dr. Waltera Wegnera;

  • 1 skrzynia należąca do „pana Weissa”.

Zgoda Biura Komisarza ds. Opieki Społecznej i Zasobów Mieszkaniowych Dolnego Śląska na wykorzystywanie pomieszczeń pałacu na składnicę muzealną przez prof. G. Grudmanna. Archiwum HI GG dok 2/371 Foto z książki "Lista Grudmanna" J. M.Kowalski.

 

 Po wkroczeniu Rosjan do Słupca w maju 1945 roku, część z opisanych skrzyń została przez nich przejęta i wywieziona. Pozostała część transportu trafiła w ręce Polaków, którzy objęli pałac w czerwcu 1946 roku, gdy ostatnia właścicielka rezydencji, Margarethe von Pilati, została zmuszona do jej opuszczenia.

 Stefan Styczyński, oddelegowany na Dolny Śląsk specjalista ds. zabezpieczania mienia ruchomego, w oficjalnym piśmie do Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków z 12 lipca 1946 roku informował o sensacyjnym znalezisku:

„W pałacu znajduje się 27 skrzyń z Muzeum Wielkopolskiego. Ogólna pojemność skrzyń (21 skrzyń małego rozmiaru i 6 dużego) stanowi dwie trzecie auta. Dyrekcja Muzeum Wielkopolskiego, zawiadomiona, przesłała w marcu swego przedstawiciela, który skrzynie obejrzał i żadnych decyzji nie wypowiedział”.

Wkrótce po tym meldunku ocalałe skrzynie zostały bezpiecznie przewiezione do pobliskiego Bożkowa, stanowiącego główny punkt zbiorczy dla odzyskiwanych dóbr kultury, a stamtąd przetransportowano je bezpośrednio do Poznania.

Wykaz zamków (pałaców) w powiecie kłodzkim , w którym tymczasowo zrobiono składnice muzealne. Muzeum Państwowe we Wrocławiu.

 

 W czerwcu 1947 roku Stefan Styczyński ponownie podjął działania mające na celu zabezpieczenie cennego wyposażenia pałacu w Słupcu. Na początku miesiąca do głównej składnicy Zarządu Państwowych Nieruchomości Ziemskich (ZPNZ) w Cieplicach przewieziono tamtejsze barokowe meble, liczne obrazy oraz biblioteczki, a także bogatą kolekcję zabytkowych przedmiotów orientalnych – w tym charakterystyczne chińskie wazy oraz cenną, wczesną porcelanę miśnieńską. Koszt transportu tych dóbr wyniósł wówczas 21 205 złotych, a całą operacją na miejscu kierował pan Deryng, pełniący funkcję kierownika składnicy w Bożkowie.

Wykaz przedmiotów zabezpieczonych do dyspozycji MKiS w Słupcu. Muzeum Państwowe we Wrocławiu.

Kosztorys przewozu dóbr muzealnych ze Słupca do Cieplic z 3 czerwca 1946 roku. Muzeum Państwowe we Wrocławiu.

 

 Po 1947 roku pałac przez pewien czas służył jeszcze jako składnica, by niedługo potem stać się prowizorycznym miejscem zakwaterowania dla polskich osadników. W tym okresie obiekt został kilkukrotnie bezwzględnie ograbiony, aż w końcu całkowicie go opuszczono. Pozbawiona opieki budowla zaczęła błyskawicznie niszczeć: wybite szyby, wyłamane drzwi, rozkradzione i zdewastowane elementy detalu architektonicznego oraz szklany dach, doszczętnie podziurawiony rzucanymi kamieniami, dopełniały obrazu upadku.

 Pałac konał na oczach nowych mieszkańców Słupca – stając się obiektem zapomnianym i niechcianym. W 1962 roku budowla była już kompletną ruiną, aż wreszcie w 1971 roku, pod oficjalnym pretekstem „względów bezpieczeństwa”, dawna rezydencja została wysadzona w powietrze i zrównana z ziemią. Do dnia dzisiejszego jedynym materialnym śladem po całym zespole pałacowym jest barokowy dom kawalerski. Obiekt ten, od czasu ślubu Oskara von Pilati z Margarethe z domu von Kessel w 1869 roku, nosi historyczną nazwę Villa Kessel.

„Bo każdy dzień jest częścią Historii!”

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S. Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

 

UWAGA

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Szlagowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Szlagowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Szlagowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.