Kamienny krzyż pokutny
Jeszcze sto lat temu w okolicach Czerwieńczyc można było usłyszeć niezwykłą, wręcz nieprawdopodobną historię. Przez tę miejscowość przebiegał dawniej szlak z Kłodzka na górę Czerwoniak, którym transportowano drewno przeznaczone na handel w mieście. Wydarzenia te miały rozegrać się przed wieloma wiekami. Opowieść traktuje o siedmiorgu braciach, którzy wyruszyli z Kłodzka, by pozyskać drewno na sprzedaż.
Kłodzko. Obraz olejny z 18 wieku.
Czerwoniaka natrafili na mnóstwo poprzewracanych konarów. Pracowali szybko i niezwykle ciężko, nic więc dziwnego, że w ten upalny dzień po kilku godzinach poczuli ogromne zmęczenie. Postanowili odpocząć w przypadkowo odnalezionej jaskini, gdzie ucięli sobie drzemkę.
Czerwieńczyce na pocztówce z pierwszej połowy XX wieku.
Kiedy obudzili się rześcy i wypoczęci, ruszyli w drogę powrotną do Kłodzka. Na miejscu czekała ich jednak przykra niespodzianka. Wszystko w mieście wydawało się obce i dziwne, a na ulicach mijali ludzi, których zupełnie nie znali. Co ciekawe, mieszkańcy również przyglądali się przybyszom z wielkim zaciekawieniem, a to ze względu na archaiczny ubiór, jaki tamci mieli na sobie.
Gdy bracia dotarli do swojego rodzinnego domu, zastali go zupełnie odmienionym, a w środku mieszkali obcy ludzie. Gdy oświadczyli, że nieruchomość należy do nich, obecny właściciel – około pięćdziesięcioletni mężczyzna – roześmiał się im w twarz. Odparł, że urodził się w tym domu i odziedziczył go po ojcu, którego kołyska zresztą wciąż tu stała. Błyskawicznie wybuchła awantura. Posypały się najgorsze wyzwiska: „łachmyto!”, „złodzieju!”, „bandyto!”. Widząc, że sami nie dojdą do porozumienia, skłócone strony udały się przed oblicze rady miejskiej.
Rolnik pracujący na polu. W głębi widać miejscowość Czerwieńczyce. Widokówka z początku XX wieku.
Jednak nawet w ratuszu nikt początkowo nie chciał słuchać niedorzecznych roszczeń braci. Na szczęście wśród urzędników znalazł się pewien błyskotliwy rajca. Zwrócił on uwagę na ubiór awanturników, który wyglądał jak żywcem wyjęty z zamierzchłej epoki, i zapytał ich o posiadane pieniądze. Jeden z braci sięgnął głęboko do kieszeni i rzucił na stół garść monet. Każda z nich była inna, różniły się nominałem oraz wielkością, ale wszystkie bez wyjątku pochodziły z ubiegłego stulecia. Rajca skrupulatnie przeszukał stare księgi miejskie i dokonał zdumiewającego odkrycia: siedmiu braci rzeczywiście figurowało w nich jako prawowici właściciele spornego domu. Z zapisków wynikało, że sto lat wcześniej wyszli do lasu i słuch po nich zaginął.
Wieść o tym, że bracia przespali cały wiek, błyskawicznie rozeszła się po Kłodzku. Poruszeni tą historią mieszczanie ujęli się za przybyszami, co pomogło im zawrzeć ugodę z obecnymi lokatorami posesji. W którym dokładnie stuleciu nastąpił powrót siedmiu śpiących – o tym ludowa opowieść milczy.
Muszę przyznać, że odkąd poznałem tę legendę, nieustannie zastanawiam się, czy do moich drzwi nie zapuka kiedyś ktoś z podobną historią. Jak sam bym zareagował, gdyby nagle stanął przede mną człowiek twierdzący, że mieszkał w moim dzisiejszym domu niecałe sto lat temu?
Bo każdy dzień jest częścią historii !
Krzysztof Kręgielewski
P.S. Artykuł został przedrukowany z mojej strony
na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."
Uwaga
Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma? Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już bezcenny okruch historii.
Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na stryszkach czy szafach dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.
Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.
Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.