Niespokojne dni
Po 8 maja 1945 r. dla wielu Niemców mieszkających w Eckersdorf życie wywróciło się do góry nogami. Wrogość i niepewność wobec Polaków były widoczne w tych pierwszych dniach. Niemcy w Polakach widzieli rabusiów, okupantów, pasożytujących na zwycięstwie Rosji (to wojska radzieckie wkroczyły do Kotliny Kłodzkiej); Polacy zaś w Niemcach – fanatycznych zwolenników Hitlera oraz rodziny swych niedawnych oprawców, żyjących spokojnie i w dostatku podczas krwawej wojny.
Sytuacja Ziem Odzyskanych była niepewna. Mogła w każdej chwili wybuchnąć wojna z Czechosłowacją. Przyczyniło się to do wzrostu szabrownictwa. Szabrownicy, przyjeżdżając z terenów Wielkopolski i Mazowsza, zabierali wszystkie drogocenne przedmioty, kursując tam i z powrotem.
Jak wspomina jeden z byłych mieszkańców, jadąc do Eckersdorf w maju 1945 r., widział pełne wagony ludzi wracających z Kotliny Kłodzkiej. Były tak przepełnione, że niektórzy pasażerowie jechali nawet na dachach wagonów pociągu. Niepewność, czy Kłodzko i okolice będą należeć do Polski, pozwalała przymykać oczy na ten problem. Dopiero w lipcu pojawił się zakaz jazdy dla osób innych niż osadnicy.
Rosjanie, jako władza tymczasowa, w maju odwołują ze stanowiska burmistrza Jäschkego. Na jego miejsce powołano Pabela, który miał poglądy komunistyczne i znał dobrze język rosyjski. Niemieccy mieszkańcy powoli wracają do pracy. Uruchomiono kopalnie, rolnicy wrócili do swych pól.
Na początku czerwca 1945 r. wojska radzieckie wydały rozporządzenie nakazujące zgłoszenie się grupy zdrowych, silnych, niemieckich mężczyzn w celu wykonania prac fizycznych. Zapłatą za pracę miały być dodatkowe przydziały żywności, której wszędzie brakowało. Do prac zgłosiło się 80 mężczyzn poniżej 60. roku życia. 15 czerwca 1945 r. opuszczają oni Eckersdorf. W tym dniu zwolniono też z pracy rosyjskich robotników pracujących w kopalni w Słupcu. Związane to było z pilną potrzebą rąk do pracy w kopalniach i kołchozach w głębi kraju. Śmiertelność wywiezionych była wysoka, niektórzy mieszkańcy Eckersdorf wrócili dopiero w 1947 r., bezpośrednio do Niemiec.
Płaskorzeźba "Święty Franciszek w otoczeniu zwierząt".
Po przybyciu pierwszej większej grupy osadników Niemcy mieszkający w dużych gospodarstwach musieli opuścić swoje posesje i przenieść się do pomieszczeń gospodarczych, ale dalej mogli pracować na swoich polach – mimo że cały zysk z tych pól czerpali teraz Polacy. Praca w majątku Magnisów oparta była na najnowszych wynalazkach techniki, stąd pan Grodzicki, który był zarządcą ziem, zatrudnił do pracy Niemców, bo Polacy za bardzo nie wiedzieli, jak posługiwać się tym sprzętem.
W następnych miesiącach 1945 roku ludność polska przybywała indywidualnie – a to po namowie rodziny już tutaj mieszkającej, albo po prostu z przydziału. Przybywający osiedlali się w wolnych od Niemców domach lub mieszkali razem z nimi. Niemcy za pracę uzyskiwali o wiele mniejsze wynagrodzenie niż Polacy. Przydziały kartkowe były bardzo niskie i przysługiwały tylko pracującym Niemcom. Spowodowało to, że kobiety, które straciły mężów na wojnie, często przez długie dni nie miały co do garnka włożyć. Sprzedawały wszystko, co miały, często nawet własne ciało, za żywność.
Na polecenie nowej polskiej administracji Niemcy musieli nosić białe opaski na rękach. Nauka w szkole dla Niemców była zabroniona. Zabronione były też korepetycje.
Po początkowej wrogości nastąpiło zobojętnienie, a nawet zbliżenie. Dużą rolę odegrała tutaj religia. Polacy i Niemcy spotykali się na wspólnych mszach, gdzie Ewangelia była odczytywana po niemiecku i po polsku. Ministranci pochodzili z obu narodów. W kapliczkach odmawiano czasami wspólnie majówki. Jeśli modlono się oddzielnie, to Niemcy spotykali się o 17:00, a Polacy o 21:00. Zbliżyła też Niemców i Polaków wspólna praca na roli, jak i później wspólna zabawa.
W 1997 r. płaskorzeźba "Święty Franciszek w otoczeniu zwierząt" została przekazana przez leśników Ojcu Świętemu.
Późnym wieczorem 24.02.1946 r. polscy milicjanci pukali do każdego niemieckiego domu z rozkazem, że w ciągu dziesięciu minut mieszkańcy muszą opuścić dom. Nikt nie spodziewał się o takiej porze rozkazu, więc wiele dokumentów i kosztownych rzeczy zostawili w domach. Punktem spotkania była karczma Schobler. Wcześnie rano dotarło do karczmy jeszcze 300 Niemców z Czerwieńczyc. Tej nocy w karczmie znajdowało się od 900 do 1000 ludzi. 25.02.1946 r. o godzinie 9:00 zaczął się wymarsz do Kłodzka, do byłego urzędu skarbowego. W marszu towarzyszyła milicja. Milicjanci jeździli konno, nadając odpowiednie tempo marszu; każdy, kto próbował uciec, został złapany i z powrotem wracał do kolumny. Śnieg i lodowaty, zimny wiatr towarzyszyły wtedy byłym mieszkańcom Eckersdorf.
W Kłodzku zostali jeszcze raz skontrolowani, a cenniejsze rzeczy zostały im odebrane przez polskie służby. Jeszcze kilka dni spali w byłym urzędzie skarbowym. 1 marca 1946 r. odbył się marsz ku dworcowi głównemu. Czekały tam pociągi z wagonami dla bydła. W każdym wagonie zmieściło się 40 ludzi. Na środku wagonu znajdował się piecyk i kilka kawałków drewna.
1980 r. Józef Szczypka obdarowuję Papieża Jana Pawła II swoją książką "Droga do Rzymu" osobiście w Rzymie.
Byli mieszkańcy Eckersdorf zostali przetransportowani do strefy amerykańskiej. Kiedy pociąg przejechał granicę, zmienili się strażnicy. Podczas przejazdu przez granicę wielu Niemców zaśpiewało pieśń:
A kiedy pytam wędrowca, dokąd podążasz, bracie? Do domu, do domu cieszyć się w mej chacie.
A kiedy pytam wędrowca, Skąd jesteś? Pytam cicho... Ach z domu, z domu - ciężko przy tym wzdycha...
A kiedy pytam wędrowca, cóż cię do ziemi przygina? Nie wolno mi do domu - mojej ojczyzny nie ma!
Przed wysiedleniem w Bożkowie mieszkało 416 Polaków i około 1150 Niemców. 24 października 1946 roku odbył się kolejny transport. W 1947 roku miały miejsce indywidualne ucieczki Niemców z Bożkowa, gdy dowiedziano się, że Kotlina Kłodzka nie będzie należała do Czechosłowacji.
Około 50 rodzin niemieckich pozostało w Bożkowie do 1959 roku, ponieważ wciąż brakowało fachowców – zarówno w kopalni węgla w Słupcu, jak i w tutejszym pałacu. Wielu z nich po tej dacie wyjechało do Niemiec, choć nie wszyscy. Ci, którzy nauczyli się języka polskiego, zdecydowali się zostać – jak na przykład pan Plumeker. Ale to już zupełnie inna historia.
Bo każdy dzień jest częścią historii !
Krzysztof Kręgielewski
P.S.
Artykuł został przedrukowany z mojej strony
na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."
Uwaga
Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma? Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już bezcenny okruch historii.
Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na stryszkach czy szafach dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.
Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.
Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.