Hołd dla zmarłych górników
9 lipca 1930 roku w przedwojennym Jugowie miał miejsce tragiczny w skutkach wyrzut gazów i skał. Katastrofa ta zapisała się jako największa tego typu tragedia w dotychczasowej historii całego regionu. Tego dnia życie straciło 151 górników, a przez kolejne cztery dni nieustannie wydobywano ciała ofiar z miejsca wybuchu.
Zdjęcie ukazujące kopalnię w Jugowie.
W sobotę, 12 lipca 1930 roku, kiedy pod ziemią wciąż jeszcze spoczywało 48 ciał zablokowanych pod zwałami skalnymi na III poziomie, rozpoczęły się przygotowania do wielkiej ceremonii pogrzebowej. Zadanie to powierzono górnikom z oddziałów 15. i 16. oraz tym z oddziałów 17. i 18., którzy w feralną środę nie przyszli do pracy. To oni mieli przygotować miejsce ostatniego spoczynku dla swoich zmarłych towarzyszy. Ich zadaniem było wykopanie trzech wspólnych mogił na cmentarzu katolickim oraz jednej na cmentarzu protestanckim. Ponadto, dla 31 ofiar pochodzących z sąsiednich wsi, przygotowano specjalną platformę przeładunkową.
Późnym popołudniem rozpoczęto transport trumien wozami konnymi. Pojazdy załadowane kolejno po 14, 17, 20 i 24 szaroołowiane trumny przewiozły zmarłych górników do cechowni w Ludwikowicach Kłodzkich. Tam złożono je w rzędach w dwóch osobnych salach, aby rodziny, bliscy oraz znajomi mogli po raz ostatni pożegnać swoich zmarłych. Ściany pomieszczeń przystrojono czarną krepą oraz sosnowymi gałęziami, a przy trumnach wartę honorową objęli górnicy w odświętnych mundurach.
Straż honorowa górników z 16 i 16 grupy przy grobach towarzyszy zmarłych9 lipca 1930 r.
13 lipca 1930 roku już od wczesnych godzin rannych do Jugowa ściągały tłumy mieszkańców okolicznych miejscowości, pragnących oddać hołd tragicznie zmarłym górnikom. W stronę cmentarza zmierzały niekończące się kondukty z flagami rozmaitych stowarzyszeń i klubów. Flagi państwowe na domach oraz budynkach instytucji publicznych opuszczono do połowy masztu. O godzinie 7:00 rano rozpoczęto przewożenie trumien do Jugowa. Zmarłych przetransportowano dwudziestoma omnibusami, z których każdy przewoził od 3 do 7 ciał.
Po przywiezieniu trumien grupa 50 górników przystąpiła do zasypywania czterech wspólnych mogił, w których wcześniej złożono ciała ich towarzyszy. Na cmentarzu katolickim pochowano 106 górników w trzech zbiorowych grobach, natomiast 8 górników spoczęło w jednej mogile na cmentarzu protestanckim.
Aby uczestniczyć w ceremonii pogrzebowej, wokół cmentarza zgromadziło się ponad 15 tysięcy mieszkańców z całego regionu. Miejsce pochówku otoczyło dwanaście brygad z pocztami sztandarowymi. Wśród przybyłych na uroczystość oficjalnych gości znaleźli się m.in.: wielki dziekan hrabstwa kłodzkiego – ks. Franz Dittert, prałat Lange jako przedstawiciel kardynała Adolfa Bertrama, sekretarz dr Geib reprezentujący Rząd Rzeszy, przewodniczący Reichstagu Paul Löbe, nadprezydent (wojewoda) prowincji Dolny Śląsk – Hermann Lüdemann, prezydent rejencji wrocławskiej – Happ oraz prezydent rejencji legnickiej – dr Pöschel.
O godzinie 8:00 rozpoczęło się uroczyste nabożeństwo żałobne. Mszę świętą zainaugurował występ połączonych towarzystw chóralnych powiatu noworudzkiego, które pod dyrekcją Nieringa wykonały utwór „Requiem” (op. 9). Ostatecznego błogosławieństwa i poświęcenia grobów dokonał wielki dziekan ks. Dittert.
Uroczystość pogrzebowa na cmentarzu w Jugowie 13 lipca 1930 r.
Mowę pogrzebową i żałobną w imieniu wszystkich władz oraz stowarzyszeń krajowych i lokalnych wygłosił ks. Schröfel. W tym samym czasie protestanckie rodziny zmarłych słowami wsparcia i otuchy pocieszał pastor Böttcher. Słowa duchownych mieszały się z głośnym płaczem oraz lamentem wdów, matek i osieroconych dzieci. Ten przejmujący, pełen boleści widok wspominali później w swoich publikacjach niemal wszyscy korespondenci z prasy krajowej i zagranicznej.
Po zakończeniu wzruszającej ceremonii cmentarz stopniowo opustoszał. Warto dodać, że siedem ofiar – na wyraźną prośbę najbliższych – zostało pochowanych w indywidualnych grobach.
Zmarłych górników pochodzących spoza Jugowa przewieziono po mszy świętej do ich rodzinnych miejscowości. Każdy z tych konduktów żałobnych był prowadzony przez orkiestrę górniczą oraz delegację z licznymi pocztami sztandarowymi, a pochówki odbyły się jeszcze tego samego dnia po południu. Katastrofa w kopalni Wenceslaus pochłonęła łącznie 151 ofiar, w tym 120 górników z Jugowa. Pozostali zmarli pochodzili z Drogosława, Ludwikowic Kłodzkich, Woliborza oraz Ścinawki Średniej.
Lista ofiar katastrofy z 9 lipca 1930 w Jugowie.
4 grudnia 1930 roku zebrała się komisja złożona z rzeczoznawców górniczych przy Państwowej Radzie Górniczej, której celem było przeanalizowanie całego zdarzenia oraz ustalenie bezpośrednich przyczyn wyrzutu skał i gazu. Komisja stwierdziła, że wyrzut gazów nastąpił w warstwach węgla znacznie bardziej kruchych i mniej wytrzymałych od otaczających je formacji. Katastrofalny wybuch z 9 lipca 1930 roku nastąpił niespodziewanie, zaledwie dwie godziny po rozpoczęciu pracy przez popołudniową zmianę. Specyficzna budowa geologiczna kopalni uniemożliwiła naturalne odprężenie się górotworu, ponieważ zmniejszona grubość ściany uniemożliwiła ugięcie się warstwy piaskowca zalegającego w stropie. Śmierć górników w wyniku zatrucia gazem była niemal natychmiastowa. Sam właściwy wyrzut skał nastąpił już po zgonie ofiar, powodując zasypanie części z nich w pobliżu epicentrum zdarzenia.
Na podstawie wykonanej ekspertyzy szczegółowo odtworzono dramatyczny przebieg katastrofy: „…Przed końcem rannej zmiany, 9 lipca o godzinie 13:15, odbyło się zdalne odpalenie ładunków na poziomie II i III oraz w przekopie na 2800. metrze – bezpośrednio pod miejscem późniejszego wyrzutu, gdzie zastosowano 5 kg dynamitu. Zarówno dozór, jak i załoga zmiany rannej nie zauważyli wówczas żadnych niepokojących oznak. Krótko po godzinie 16:00 nastąpił potężny wstrząs, będący gwałtownym rozładowaniem naprężenia górotworu. Jego siła skupiła się najpierw na obudowie, całkowicie ją łamiąc, a następnie przeniosła się na cios, który wytrzymał ten nacisk. Z kolei uderzenie przeszło na caliznę, powodując wepchnięcie potężnego bloku węgla o długości 35 metrów, wysokości około 2,3 metra i szerokości kilku metrów, odrzucając go z wielką siłą razem z pracującą wciąż wrębiarką. W tym momencie uwolniona została gigantyczna, choć niemożliwa do dokładnego oszacowania ilość dwutlenku węgla, która błyskawicznie odurzyła załogę. Tąpnięcie postępowało dalej, miażdżąc kolejne partie pokładu, które zostały pozbawione ochrony wskutek przesunięcia wspomnianego bloku węgla. Rozładowanie naprężenia rozprzestrzeniało się od miejsca, w którym wcześniejsza fala detonacyjna w przekopie doprowadziła do stanu krytycznego na styku węgla z gazem. W tym punkcie najmniejszej wytrzymałości, w warunkach najbardziej podatnych na wybuch, tąpnięcie zadziałało niczym uderzenie iglicy, wywołując właściwą katastrofę…”
Solidarność z dotkniętymi tragedią rodzinami była ogromna – kondolencje oraz pomoc materialna i finansowa napływały z całego świata. Z zebranych funduszy rodzinom zmarłych górników wypłacono należne odszkodowania, natomiast osieroconym dzieciom założono książeczki oszczędnościowe oraz zorganizowano wyjazdy na kolonie letnie.
Pomnik upamiętniający poległych górników w Jugowie
Dokładnie rok po tragedii na cmentarzu odsłonięto pomnik w formie kaplicy, upamiętniający ofiary katastrofy z 9 lipca 1930 roku. Obiekt został wzniesiony według projektu wałbrzyskiego architekta Pietrusky’ego. Wewnątrz kaplicy umieszczono poruszającą rzeźbę Jezusa Chrystusa, o której pisano, że:
„…jakby nosił na barkach cały ciężar niedoli górnika...”
To wyjątkowe dzieło sztuki sakralnej wyszło spod dłuta znanego, noworudzkiego rzeźbiarza Augusta Wittiga.
Po 1945 roku, gdy Jugów stał się polską wsią, pamięć o tej niemieckiej jeszcze tragedii zaczęła powoli zacierać się w powszechnej świadomości i przez dziesięciolecia mało kto już o niej wspominał. Dzisiaj, po latach, odkrywamy tę historię na nowo.
Apel: Być może ktoś z Państwa jest w posiadaniu jakichkolwiek pamiątek, starych zdjęć, dokumentów czy rodzinnych wspomnień związanych z tą katastrofą? Jeśli tak, bardzo prosimy o kontakt w komentarzach lub wiadomościach prywatnych. Piszcie – wspólnie ocalmy te ślady przeszłości od zapomnienia!
„ Bo każdy dzień jest częścią Historii!”
Krzysztof Kręgielewski
P.S.
Artykuł został przedrukowany z mojej strony
na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."
Uwaga
Macie w domu stare zdjęcia, na których widać kawałek kopalni lub jej okolic? Może fragment domu, którego już nie ma? Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już bezcenny okruch historii.
Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na stryszkach czy szafach dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz kopalni i jej okolic sprzed lat.
Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.
Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starej kopalni lub jej okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.