Tajne plany ataku nuklearnego na elektrownię w Ludwikowicach Kłodzkich

 

 22 grudnia 2015 roku, dzięki staraniom National Security Archive (NSA), Pentagon odtajnił ściśle tajne opracowanie pt. „Studium Wymagań Broni Nuklearnej Strategicznego Dowództwa Lotniczego na rok 1959” (Strategic Air Command Atomic Weapons Requirement Study for 1959). Dokument ten ujawnił przerażający plan: aż 1200 celów w krajach bloku wschodniego i w Chinach wyznaczonych do nuklearnej zagłady w przypadku wybuchu III wojny światowej. W tamtym okresie jedynym nosicielem broni jądrowej było lotnictwo. Na czarnej liście Pentagonu znalazło się m.in. 17 obiektów na terenie Polski.

 W dokumentach SAC zaplanowano użycie na wskazane cele bomb nuklearnych o mocy sięgającej 60 megaton — co odpowiadało sile ponad 4000 razy większej niż bomba zrzucona na Hiroszimę. Zaatakować miały amerykańskie bombowce B-47 Stratojet i B-52 Stratofortress oraz myśliwce F-101 Voodoo, z których każdy mógł przenieść jedną bombę termojądrową. Samoloty miały startować z baz w Wielkiej Brytanii lub Hiszpanii, a dalekosiężne B-52 bezpośrednio z terenu Stanów Zjednoczonych. Głównym zadaniem było unieszkodliwienie radzieckich baz lotniczych i wojskowych, a w dalszej kolejności — całkowite sparaliżowanie infrastruktury transportowej i energetycznej państw Układu Warszawskiego.

Strona tytułowa raportu "Studium Wymagań Broni Nuklearnej Strategicznego Dowództwa Lotniczego na rok 1959”

 

 Wśród wytypowanych miejscowości znalazł się Ludwigsdorf, czyli dzisiejsze Ludwikowice Kłodzkie. Skąd mała sudecka wieś na liście celów ataku nuklearnego?

 Podczas II wojny światowej, w sierpniu 1940 roku, na terenie kolonii Mölke w Ludwigsdorf Niemcy utworzyli fabrykę amunicji Dynamit Nobel Aktien Gesellschaft vormals Alfred Nobel & Co. (w skrócie Dynamit Nobel AG Mölke). Nie był to ogromny zakład, ponieważ miesięczna produkcja wynosiła około 100 ton amunicji, ale fabryka działała aż do ostatnich dni wojny.

 Ulokowano ją na terenach dawnej kopalni Wenceslaus (Wacław), obok której od początku XX wieku funkcjonowała nieduża elektrownia należąca do spółki Elektrizitätswerk Schlesien Aktien Gesellschaft, w archiwach widniejąca jako Kraftwerk Mölke (Elektrownia Mölke). Po wojnie obiekt ten zyskał nazwę Elektrownia Ludwikowo i zasilał w energię elektryczną Ludwikowice Kłodzkie oraz okoliczne wsie. Prąd wytwarzały tam generatory napędzane przez turbiny parowe, do których parę dostarczały kotły.

Fragment zdjęcia przedstawiający elektrownie w Ludwikowicach. Zdjęcie z 1959 roku.

Zdjęcie pochodzi z Wojskowego Biura Historycznego - Centralne Archiwum Wojskowe (Warszawa Rembertów)

 

 W czasie wojny zakład amunicji był systematycznie rozbudowywany. Wytwarzano tu głównie 200-gramowe kostki trotylu, małokalibrową amunicję artyleryjską, amunicję przeciwlotniczą i przeciwpancerną, miny, bomby oraz granaty.

 Z zebranych wspomnień przymusowej robotnicy Krystyny Iwanowskiej wynika, że produkowano tam również zapalniki do latających bomb V-1. Na potrzeby fabryki koncern Dynamit Nobel AG wykorzystał zarówno zabudowania naziemne, jak i podziemne tunele dawnej kopalni, tworząc wielki kombinat. Od tego momentu historia kopalni owiana jest tajemnicą i do dziś nie wiadomo, co dokładnie (poza amunicją) wytwarzano w podziemnych wyrobiskach, zwłaszcza biorąc pod uwagę bliskie sąsiedztwo nazistowskiego kompleksu Riese.

 Gdy fabryka wstrzymała produkcję w styczniu 1945 roku (oficjalnie z braku dostaw półproduktów), w magazynach w Miłkowie (niemieckie Mölke) pozostało około 200 ton substancji chemicznych, w tym 100 000 sztuk kostek saperskich.

Pocztówka przedstawia Elektrownię w Ludwikowicach Kłodzkich.

 

 Pojawia się kluczowe pytanie: dlaczego Amerykanie umieścili Ludwikowice Kłodzkie na liście celów, skoro po wojnie fabryka amunicji już nie funkcjonowała? A jeśli ich wywiad błędnie zakładał, że Polacy wznowili tam produkcję, to dlaczego nie nadali obiektowi kodu 023 oznaczającego zakłady amunicyjne (Ammunition)?

 Odpowiedź kryje się w zimnowojennej strategii planowania celów przez amerykańskie Dowództwo Lotnictwa Strategicznego (SAC).

 Dla Amerykanów celem nie była wygaszona fabryka amunicji, lecz Elektrownia Ludwikowo (Kraftwerk Mölke). W doktrynie SAC zniszczenie lokalnych źródeł energii miało sparaliżować cały okoliczny węzeł przemysłowo-górniczy, w tym kopalnie w Nowej Rudzie, lokalny transport kolejowy oraz zasilanie ewentualnych obiektów wojskowych.

Jedna ze stron raportu, na której figuruje Ludwigsdorf.

 

 Obiekty kodowano według ich bieżącej roli infrastrukturalnej. Ponieważ analitycy SAC wiedzieli, że produkcja amunicji ustała, nie użyli kodu 023 (Ammunition). Obiekt zakwalifikowano pod kątem zasilania energetycznego i węzła przemysłowego.

 Ponadto amerykański wywiad, opierający się na niemieckich mapach i zdjęciach lotniczych, traktował obiekty posiadające własną elektrownię oraz rozbudowaną infrastrukturę podziemną jako potencjalne tajne magazyny lub zakłady strategiczne Układu Warszawskiego.

 W konsekwencji ta niewielka sudecka miejscowość, ze względu na swoją wojenną przeszłość i funkcjonującą elektrownię, znalazła się w samej pierwszej linii ewentualnego uderzenia nuklearnego, które w 1959 roku miało zmieść z powierzchni ziemi kluczowe punkty bloku wschodniego.

 

Bo każdy dzień jest częścią Historii!”

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S.

Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

Uwaga

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.