Hildegard Heinzel – dozorczyni obozu w Ludwigsdorf

 

Artykuł powstał na podstawie dokumentacji Instytutu Pamięci Narodowe.

 “Gdyby oskarżonych stawiano przed fikcyjnymi sądami, a wyroki ustalano z góry, stanowiłoby to kpinę z prawa” – Robert Jackson (oskarżyciel podczas procesu „ Norymberskiego”.

Wezwanie do Sadu Grodzkiego w Nowej rudzie świadka N. Hampel. Źródło IPN

 

PRZESŁUCHANIE W KAMIENNEJ GÓRZE Archiwalny zapis przesłuchania z 10 marca 1947 roku

10 marca 1947 roku w Sądzie Grodzkim w Kamiennej Górze odbyło się przesłuchanie wartowniczki obozu w Ludwigsdorf (niemiecka nazwa Ludwikowic Kłodzkich). Sprawę prowadził sędzia S. Gr. Gliński. Z dokumentów przekazanych przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego wynikało, że przesłuchiwaną jest 27-letnia Hildegarda HEINZEL, urodzona 29 grudnia 1920 roku w Sobięcinie (dzisiejsza dzielnica Wałbrzycha).

Narodowość? — zapytał sędzia Gliński.

Niemiecka — odpowiedziała HEINZEL.

Stopień wojskowy? Ordery?

Nie posiadam — odparła donośnym, stanowczym głosem.

Pupila? — Sędzia z zainteresowaniem przeglądał papiery. — Uczysz się?

Nie. Po opuszczeniu ławy szkolnej w wieku 14 lat wstąpiłam w 1935 roku do ochronki dziecięcej w Wałbrzychu, gdzie zamierzałam się uczyć na pielęgniarkę dziecięcą. Po trzech miesiącach musiałam niestety porzucić naukę, gdyż w stosunku do nikłych zarobków moich rodziców była ona bardzo kosztowna. Wstąpiłam jako pomoc domowa. Po dwóch latach służby, w 1938 roku, podjęłam pracę w sanatorium w Kamiennej Górze, gdzie byłam zatrudniona jako siła pomocnicza w pralni, a później w kuchni. Od 1941 do końca 1944 roku pracowałam jako pomoc domowa u rodziny Liebau w Sobięcinie.

Jak zostałaś wartowniczką? — dociekał sędzia.

Do 1944 roku przebywałam przy rodzicach w Hamersdorf (Sobięcin). Z końcem września otrzymałam pisemny rozkaz z Urzędu Pracy w Wałbrzychu do stawienia się w Gross-Rosen jako Pomoc w Służbie SS. Tam badał mnie lekarz, któremu oświadczyłam, że jestem krótkowzroczna i mam przytępiony słuch, więc nie będę mogła pełnić służby jako dozorczyni. Oświadczono mi na to, że uznano mnie za zdolną do służby, a w razie oporu będę traktowana jako wrogo usposobiona do państwa niemieckiego i zostanę umieszczona w obozie koncentracyjnym lub rozstrzelana. Zmuszona, przyjęłam tę służbę. Zostałam przydzielona do obozu w Langbielau koło Reichenbachu. Przebywali tam mężczyźni i kobiety. Do moich obowiązków należało pilnowanie Żydów podczas pracy, aby nikt nie uciekł i żeby pracowali. Byłam tam tylko dwa tygodnie.

Gdzie jeszcze przebywaliście? W jakim miejscu? — zapytał cicho sędzia.

Następnie przeniesiono mnie do obozu pracy przymusowej dla Żydówek na Psim Polu koło Wrocławia. Tam również dozorowałam. Przebywało tam około 1500 Żydówek. Pełniąc funkcję dozorczyni, dawałam tam komendę „baczność”.

Dlaczego biliście więźniów?

Ja nie biłam, ale moje koleżanki biły i znęcały się nad więźniami.

Czy któraś z twoich koleżanek jest tu w Polsce?

Tego nie wiem.

Ile czasu byłyście w obozie na Psim Polu?

Pracowałam tam 7 do 8 tygodni. Następnie zostałam przeniesiona do Ludwigsdorf koło Neurode, obozu pracy przymusowej dla Żydówek.

Czy biliście tam więźniów?

W czasie pełnienia mojej przymusowej służby jako SS-dozorczyni nigdy nie znęcałam się nad więźniami. Przeciwnie, pomagałam im, jak tylko mogłam. Z tego powodu podpadłam przełożonym i zostałam przeniesiona karnie z obozu na Psim Polu do obozu w Ludwigsdorf. Przebywały tam same Polki, pracując ciężko w miejscowych fabrykach.

Co tam robiłyście?

W tym obozie pracowałam w charakterze dozorczyni aż do chwili wkroczenia wojsk sowieckich.

Co robiłyście potem?

Po wkroczeniu wojsk wszystkie moje koleżanki uciekły w obawie przed śmiercią. Ja natomiast pracowałam u tamtejszego rzeźnika. W 1946 roku dostałam wiadomość od ojca z Kamiennej Góry, żebym przyjechała i podjęła pracę w Sanatorium Przeciwgruźliczym jako posługaczka, gdzie pracuję do chwili obecnej.

Czy są osoby, które mogą potwierdzić składane zeznania?

Okoliczność, że obchodziłam się zawsze dobrze z więźniami, mogą potwierdzić świadkowie-Żydówki.

Żydówki? — zapytał ze zdziwieniem sędzia.

Tak. Byli więźniowie w Ludwigsdorf, a mianowicie:

  • Hampel (imienia nie pamiętam), zamieszkały w Ludwikowie koło Nowej Rudy,

  • Huppe Hela, fryzjerka, zamieszkała w Ludwikowie koło Nowej Rudy,

  • Koniecpolska, lekarz, zamieszkała w Wüstegiersdorf (ochronka, powiat Wałbrzych),

  • Kolni, gospodyni w ochronce w Wüstegiersdorf (powiat Wałbrzych),

  • Lenz, żona ślusarza, zamieszkała w Wałbrzychu przy ul. Moltke nr 9,

  • Hoffner Leo, kupiec, zamieszkały w Wałbrzychu przy ul. Ziethen nr 3,

  • Wróbel Lutek, rzeźnik, Polak, zamieszkały w Ludwikowie koło Nowej Rudy.

    — Czy oskarżona chce coś dodać?

    Do NSDAP ani ja, ani moi rodzice nigdy nie należeliśmy. Gdybym miała nieczyste sumienie, dawno by mnie już tu nie było i nie pozostałabym w otoczeniu tych Żydówek, które dozorowałam w obozie pracy przymusowej.

Na tym wstępną rozprawę zakończono. Po przetłumaczeniu sprawozdanie zostało przyjęte i podpisane przez oskarżoną — Hildegardę HEINZEL.

Na zdjęciu sąd i areszt w Nowej Rudzie.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Sędzia śledczy J. Czerkasow rozpoczyna szczegółowe dochodzenie. W całym województwie dolnośląskim odpowiednie służby przystępują do żmudnych, ale efektywnych przesłuchań świadków — byłych więźniów obozu w Ludwigsdorf. W tym czasie oskarżona Hildegarda HEINZEL przebywa w tymczasowym areszcie w Jeleniej Górze, oczekując na proces.

Dnia 24 lipca 1947 roku o godzinie 11:00 w sali nr 11 noworudzkiego Sądu Grodzkiego dochodzi do przesłuchania świadków wytypowanych przez oskarżoną: Heleny Huppy oraz Rudolfa Wróbla.

Jako pierwszy zeznania składa Rudolf Wróbel:

„Przybyłem do Ludwikowic w czerwcu 1945 roku i poznałem oskarżoną jako pracownicę o charakterze pomocnicy domowej. Od oskarżonej dowiedziałem się, że została na siłę wcielona do SS, oraz że więźniom dostarczała żywność, którą zabierała po kryjomu od rzeźnika Wagnera. Widziałem również, jak dwa tygodnie po moim przybyciu do Ludwikowic oskarżona była przetrzymywana przez tamtejszą Milicję Obywatelską. W tym czasie byłe więźniarki obozu udały się na posterunek M.O. w Ludwikowicach i na skutek ich interwencji oskarżona została zwolniona”.

Następnie przed sądem staje Helena Huppa, właścicielka zakładu fryzjerskiego w Ludwikowie przy ul. Głównej 10:

„Poznałam Hildegardę Heinzel w obozie w Ludwikowicach jesienią 1944 roku, kiedy przybyła tam z Kletendorf. Oskarżona obchodziła się z więźniarkami po ludzku, a nawet tak jak po koleżeńsku. Potajemnie przed innymi Niemkami dozorczyniami kazała na siebie mówić »Hilde«. Widziałam raz, jak podczas pracy w okopach w okresie zimowym oskarżona kilkakrotnie zdejmowała swoje rękawiczki i ubierała je więźniarkom. Oskarżona była jedyną z dozorczyń w obozie, która nie znęcała się nad więźniarkami i pomagała im, jak tylko mogła, narażając siebie na kary”.

Równolegle podobne przesłuchania odbywają się w Sądzie Grodzkim w Wałbrzychu. Dnia 24 lipca 1947 roku o godzinie 11:30 w sali nr 1 przesłuchano kolejnych świadków: Rozalię Kolinkową, Kolni N., Koniecpolską, N. Lenz oraz Hoffnera Leo.

 22 sierpnia 1947 roku o godzinie 9:00 w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze rozpoczęła się rozprawa główna przeciwko Hildegardzie Heinzel.

 Została ona oskarżona o to, że w okresie od września 1939 roku do wiosny 1945 roku na terenie byłej Rzeszy hitlerowskiej brała udział w organizacji przestępczej Sztafet Ochronnych (Schutzstaffel – SS) mającej na celu zbrodnie przeciwko pokojowi, zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko ludzkości, pełniąc w niej obowiązki dozorczyni (SS-Wachmann).

Sprawę prowadził Sędzia Sądu Okręgowego J. Czerkasow, a funkcję prokuratora pełnił J. Stromer.

Czy oskarżona przyznaje się do winy? — padło pytanie.

Nie, nie przyznaję się — odparła Heinzel.

Prokurator przekazał sędziemu personalia oskarżonej oraz odczytał akt oskarżenia. Przewodniczący, spoglądając co jakiś czas na oskarżoną i analizując jej wcześniejsze zeznania, zapytał:

Jakie wyjaśnienia chce oskarżona przedstawić?

Nie należałam do SS, byłam tylko dozorczynią w obozach. Jedynie pomagałam jeńcom i więźniom, dostarczając im lekarstwa, pożywienie i pocztę — oświadczyła przesłuchiwana.

 Sędzia z zaciekawieniem przyglądał się oskarżonej, po czym zarządził odczytanie protokołów przesłuchań świadków. Pouczył jednocześnie Heinzel, że w każdej chwili przysługuje jej prawo do składania dodatkowych wyjaśnień.

 Za zgodą obu stron sąd postanowił włączyć do akt sprawy zeznania złożone wcześniej w trybie przesłuchań przez świadków: Helenę Hyppe, Rudolfa Wróbla, Rozalię Kolnikową oraz Leona Hofflera. Jednocześnie odstąpiono od przesłuchania świadka Hampela ze względu na brak możliwości ustalenia jego aktualnego adresu zamieszkania.

 Po odczytaniu protokołów przewodniczący zapytał, czy strony chcą wnieść uzupełnienia do materiału dowodowego. Strony nie zgłosiły wniosków.

 W udzielonym ostatnim słowie oskarżona po raz kolejny poprosiła o uniewinnienie.

 Sąd udał się na naradę. Po powrocie do sali rozpraw Przewodniczący ogłosił sporządzony wyrok.

Plan sytuacyjny stacji Ludwikowice Kłodzkie z 1925 roku.

 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nr. akt. V.K.98/47

WYROK

W Imieniu Rzeczpospolitej Polskiej

Dnia 22 sierpnia 1947 roku

Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze …….. postanowił:

„... Hidegardę Heinzel z zarzucanego jej przestępstwa U N I E W I N N I Ć, koszty postępowania zaliczyć na rachunek Skarbu Państwa.

UZASADNIENIE.

 Na podstawie kształtu okoliczności sprawy, ujawnionej w toku przewodu sądowego, a w szczególności na podstawie zeznań oskarżonej Hildegardy Heinzel oraz świadków: Koniecpolskiej Rozalii, Rudel Rudolfa, Huppe Beli, Kolnik Rozalii, Hoffner Leona został stwierdzony następujący stan faktyczny:

 Oskarżona Hildegarda Heinzel do roku 1944 przebywała przy rodzicach, nie należała do partii hitlerowskiej. Z końcem 1944 r. została ona powołana przez Arbeitsamt i skierowana przez Urząd ten do obozu w Gross-Rosen, skąd po zbadaniu przez komisję Lekarską, zostaje przydzielona w charakterze dozorczyni więźniarek do obozów koncentracyjnych.

 Ostatnio jest dozorczynią obozu koncentracyjnego dla więźniarek żydówek w Ludwikowie. Prz wykonywaniu nałożonych na nią obowiązków, w obozie tym, oskarżona odznacza się wyjątkowo ludzkim i bardzo dobrym traktowaniem więźniarek, włącznie do narażenia siebie na kary ze strony kierownictwa obozu. Dowodzą tego fakty stwierdzone przez więźniarki wyznania mojżeszowego, jak to: bezinteresowne dokarmienie więźniarek, zezwolenie w godzinach pracy na zbieranie kartofli, kupowanie lekarstw i zastrzyków dla chorych połączone z odmową przyjęcia zwrotu wydatków. Ponadto oskarżona zbiera listy od więźniarek w Ludwikowie, pisane do ich mężów i krewnych, przebywających w obozie męskim pod Wałbrzychem i bezinteresownie, w dni wolne od pracy, przenosi je zabierając nielegalną pocztę odwrotną. Za stosunek swój do więźniarek jest na niełasce swoich władz. Z zeznań samej oskarżonej wynika, że nie była ona faktycznie członkinią S.S., a wbrew jej woli przydzielona w charakterze dozorczyni (siły pomocnicze) S.S. W samej instancji ustawy o zbrodniach faszystowsko-hitlerowskich wynika, że celem jej jest karania wszystkich przestępstw dokonanych przeciwko ludzkości. Całe za postępowanie oskarżonej w obozie dowodzi czynu wręcz odwrotnego, to j. z narażeniem siebie samej, ratowania życia i zdrowia więźniarek, obcych jej narodowości, a ponadto podtrzymywanie ich na duchu przez przenoszenie korespondencji. Z treści art. 4 Dekretu z dn. 31 VIII 44r. wynika, że karani są członkowie S.S. za samą przynależność do tej zbrodniczej organizacji. Nie można zaś przyjąć, by oskarżona, którą więźniarki – żydówki namawiając do pozostania w Polsce, twierdząc, że za jej dobroć nic złego ze strony Polaków ja nie spotka, a będąc na wolności, przy spotkaniu z nią się całują, mogła być uważana za S.S-manę. Uczucia przez nią okazywane więźniarkom są więc sprzeczne z celem i charakterem jej organizacji. Wobec powyższego nie do pomyślenia jest, by oskarżona , która wykazała maximum dobrej woli w stosunku do obywateli polskich, których była faktyczna i jedyną opiekunką na terenie obozu, mogła być za okazane człowieczeństwo i serce, karana przez Sąd polski. Z powyższych względów Sąd oskarżoną od zarzuconych jej przestępstw uniewinnił. Zwolnienie osk. od kosztów znajduje oparcie w art. S81 K.P.K. …”

Bo każdy dzień jest częścią Historii !”

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S.

Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

Uwaga

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.