Los noworudzkich mostów kolejowych w rękach mieszkańców

 

 Jedną z najpiękniejszych i najciekawszych tras linii kolejowych w Sudetach można znaleźć na terenie ziem noworudzkich. Szczególnie wyjątkowy jest odcinek prowadzący z Nowej Rudy do Ludwikowic Kłodzkich. W jego obszarze cztery duże mosty zbudowane z lokalnego czerwonego piaskowca przecinają malownicze doliny. Mowa tu o tak zwanym Czarnym Moście nad ulicą Cichą, moście nad potokiem Piekielnica, moście nad Jugowem oraz moście kolejowym w Ludwikowicach Kłodzkich. Wzniesiono je ciężką pracą wielu kamieniarzy w latach 1859–1880. Niemcy zaplanowali, że obiekty te zakończą swój los 8 maja 1945 roku poprzez ich wysadzenie, co miało spowolnić i zatrzymać nadciągające z północy wojska radzieckie.

Zdjęcie przedstawia dawną kopalnie węgla w Nowe Rudzie, dawniej w Drogosławiu. Na pierwszym planie widać most na Zatorze.

 

Przygotowania do zniszczenia mostów rozpoczęto już pod koniec stycznia 1945 roku, kiedy do ich ochrony oddelegowano specjalne pododdziały wartowników. Żołnierze strzegący mostu nad potokiem Piekielnica, położonego pomiędzy Drogosławiem a Zatorzem, zostali zakwaterowani w schronisku Leedenbaude na Zatorzu, którego właścicielem był Karl Völkel. W połowie lutego na miejscu pojawiło się komando Wehrmachtu, aby oszacować stan techniczny konstrukcji i poczynić przygotowania do ewentualnego wybuchu.

W dzień zakończenia wojny, czyli 8 maja 1945 roku w godzinach porannych, dowództwo SS stacjonujące w Nowej Rudzie wykazało gwałtowną aktywność. Ulicami jeździły furgonetki z głośnikami, wzywając mieszkańców do otwarcia okien i drzwi w celu zmniejszenia fali uderzeniowej. Ludność cywilna musiała opuścić domy znajdujące się w pobliżu mostu, co wywołało powszechny niepokój.

Późnym popołudniem przy moście kolejowym na Zatorze, nazywanym wówczas Leeden-Brücke, pojawiła się specjalna grupa komandosów, której zadaniem było odpalenie wcześniej przygotowanych min lotniczych i ładunków wybuchowych. Zaniepokojeni mieszkańcy okolicznych domów zgromadzili się przy moście, próbując powstrzymać żołnierzy przed zniszczeniem przeprawy. Mimo błagalnych próśb cywilów wojskowi zagrozili użyciem karabinu maszynowego, co zmusiło ludzi do wycofania się na bezpieczną odległość.

Ostatni skład kolejowy jaki przejechał przez most na Zatorze kilka godzin przed wysadzeniem. Wcześniej skład ten stacjonował kilka dni na stacji kolejowej w Nowej Rudzie. Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.volpersdorf.de/

 

Po godzinie 20:00, na niecałe trzy godziny przed oficjalnym końcem wojny, nastąpiła potężna eksplozja. Do wysadzenia użyto pięciu min powietrznych, z których trzy detonowały, a głośny huk rozniósł się po całej okolicy. Fala uderzeniowa zrywała dachówki, listwy i szyby okienne, a dolinę wypełnił płacz ludzi, którzy pospieszyli na miejsce tragedii. Zniszczenia były tak duże, że do niektórych budynków można było wejść bezpośrednio z ulicy z pominięciem drzwi.

Wysadzony most kolejowy - Zatorze (Leedenbrücke ).

Fala uderzeniowa, która powstała w wyniku eksplozji zmiotła dachówki z budynków.

Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.volpersdorf.de/

 

 Most kolejowy przed wsią Jugów miał podzielić tragiczny los konstrukcji z Zatorza, jednak na przeszkodzie stanęła lokalna społeczność. W obawie przed zniszczeniem przeprawy pięciu miejscowych górników pod przewodem Juliusa Herhy podjęło odważną próbę jej rozminowania tuż przed przybyciem niemieckich saperów. Po pomyślnym usunięciu materiałów wybuchowych górnicy wrzucili je do wnętrza nieczynnego szybu Kurt, ratując obiekt przed zawaleniem.

Zdjęcie przedstawia panoramę Ludwikowic Kłodzkich. Na pierwszym planie możemy dostrzec most kolejowy, 

który uratował polski robotnik przymusowy - Jan Latański.

 Do niezwykłych wydarzeń doszło również w Ludwikowicach Kłodzkich. Dzień przed planowaną detonacją, czyli 7 maja 1945 roku, niemiecki inżynier o nazwisku Królik wezwał grupę dwudziestu więźniów z sąsiadującego z mostem obozu Gross-Rosen i rozdał im broń. Wśród wyznaczonych osób znalazł się Jan Latański. Inżynier nakazał więźniom pilnować konstrukcji pod groźbą konsekwencji po jego powrocie.

 Jan Latański jako pracownik przymusowy w tajnej brygadzie fabryki amunicji Dynamit Fabrik AG in Ludwigsdorf Kreis Glatz posiadał wiedzę na temat obchodzenia się z materiałami wybuchowymi. Korzystając z okazji, wraz z grupą współwięźniów wyciągnął słomki zapalające z ładunków oraz przeciął kable lontu zapalającego. Szybka decyzja wyciągnięcia zapalników uratowała życie około pięciuset pracownikom przymusowym przebywającym wówczas w pobliskim obozie przy dzisiejszej ulicy Fabrycznej, dla których eksplozja mogła okazać się śmiertelna.

 Szczegółowy życiorys bohatera z Ludwikowic Kłodzkich można poznać dzięki dokumentom zgromadzonym w archiwum Muzeum Gross-Rosen. Jan Latański urodził się 10 kwietnia 1927 roku w miejscowości Bedlno. W 1941 roku został wywieziony na roboty przymusowe do miejscowości Oberchaustorf, skąd w listopadzie tego samego roku przewieziono go w asyście żandarma do Ludwigsdorfu.

 W styczniu 1944 roku zbiegł do Lipska, gdzie przebywała jego rodzina, i podjął pracę w firmie Hasag. Następnie odesłano go do Drezna w celu przyuczenia do zawodu tokarza, lecz po próbie sabotażu został aresztowany przez gestapo. Podczas przesłuchania odnaleziono przy nim adres obozu w Ludwigsdorfie, przez co jako uciekinier trafił do więzienia we Wrocławiu, gdzie pracował przy budowie schronów przeciwlotniczych.

 W kwietniu 1944 roku skierowano go wraz z trzydziestoma czterema więźniami do Wychowawczego Obozu Pracy (Arbeitserziehungslager AEL) znajdującego się na terenie obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. W obozie otrzymał numer 02670, został przydzielony do bloku numer 22 i pracował ciężko w miejscowym kamieniołomie. Dnia 22 sierpnia 1944 roku został zwolniony z AEL i pod eskortą strażnika fabrycznego powrócił do Ludwigsdorfu, gdzie pracował w fabryce amunicji aż do nadejścia końca wojny.

 Informacje te znajdują się w archiwaliach Muzeum Gross-Rosen pod sygnaturą MGR-A 6128/27/DP zawierającą relację Jana Latańskiego oraz pod sygnaturą MGR-A 10508/DP obejmującą zaświadczenie ITS Arolsen z dnia 12 września 1983 roku.

 

Bo każdy dzień jest częścią Historii!”

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S.

Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

Uwaga

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.