Historyczna podróż Johanna Wolfganga von Goethego po Kotlinie Kłodzkiej

 

 W pierwszej połowie XVII wieku prawie cała Europa spłonęła w krwawym konflikcie zbrojnym. Działania wojenne, trwające od 1618 roku, były w wielkim skrócie starciem pomiędzy państwami protestanckimi a katolicką koalicją pod wodzą Habsburgów. Hrabstwo Kłodzkie stanowiło wówczas część katolickiego Cesarstwa Austriackiego. W pierwszych latach wojny Dolny Śląsk, w tym Ziemia Kłodzka, pozostawał na uboczu głównych walk – był jednak zapleczem rekrutacyjnym oraz bazą zaopatrzeniową dla jednostek walczących w pobliskich Czechach i na Łużycach.

Radków z początku XIX wieku. [ zdjęcie z Internetu}

 Sytuacja uległa gwałtownemu pogorszeniu, gdy na ziemiach kłodzkich zaczęły panoszyć się oddziały wojsk szwedzkich. Cesarz austriacki Ferdynand III rozkazał wówczas zaprowiantować i zabarykadować twierdze graniczne, w tym kluczową Twierdzę Kłodzko. Każdy chłop pod groźbą kar musiał dostarczyć do Kłodzka worek zboża; prowadzono również przymusowy werbunek ludności wiejskiej do obrony.

 W 1638 roku pod bramami Radkowa stanęły oddziały szwedzkie. Miasteczka broniło zaledwie 80 mężczyzn. Pokaźne mury obronne nie zdołały powstrzymać wroga – Szwedzi zdobyli i podpalili miasto, a całą okolicę doszczętnie zgrabili.

 Tak drastycznie mała liczba obrońców Radkowa była skutkiem nie tylko trwającego od dwóch dekad konfliktu, ale i towarzyszących mu plag. W regionie dziesiątkowały ludność epidemie (tylko w 1633 roku w samym Radkowie na zarazę zmarło 309 osób). Przestało istnieć górnictwo, a nieuprawiane i wyjałowione pola porastały lasem, stając się siedliskiem watah dzików atakujących mieszkańców. Właściciele ziemscy z braku rąk do pracy musieli porzucać lub wyprzedawać majątki. Do dziś w lasach wokół Radkowa i Wambierzyc można dostrzec dostrzegalne w rzeźbie terenu ślady dawnych pól uprawnych, które pod podrostem leśnym dziczały już od czasów przemarszów wojsk Wallensteina.

Kościół w Wambierzycach na przełomie lat 1512 - 1695, Najprawdopodobniej został spalony podczas przemarszu wojsk szwedzkich.

 

 Wiosną 1642 roku feldmarszałek Lennart Torstensson na czele prawie 20-tysięcznej armii szwedzkiej ponowne wkroczył na Śląsk. Wydzielony, mniejszy oddział skierowano do Kotliny Kłodzkiej – w czerwcu zajął on Radków i stacjonował w nim przez prawie 6 lat. Wojska te bezkarnie łupiły, terroryzowały i mordowały okoliczną ludność.

 16 czerwca 1642 roku Szwedzi zbliżyli się do samej kłodzkiej fortecy. Zrozpaczeni chpooli ukrywali bydło oraz skromny dorobek w głębokich lasach lub próbowali schronić się za murami Kłodzka. Tam też uciekała ludność cywilna (głównie kobiety) oraz duchowieństwo z okolicznych miast. Oszczędności zakopywano w ziemi lub chowano w niedostępnych jaskiniach. Ci, którzy nie zdołali uciec do ufortyfikowanych miast, byli zdani na łaskę najeźdźców i poddawani okrutnym torturom.

 W tym czasie rolnictwo w okolicy zamarło całkowicie – inwentarz żywy (krowy, konie) został zrabowany przez garnizon radkowski. Mężczyźni, pozbawieni środków do życia, z rozpaczy zaczęli formować leśne bandy i szajki zbójeckie. Jednocześnie państwo austriackie nakładało na wyniszczony krajobraz coraz to nowsze ciężary podatkowe.

 17 października 1645 roku rozpoczął się najokrutniejszy przemarsz wojsk szwedzkich, jakiego Kotlina Kłodzka nigdy wcześniej nie widziała. Oddziały szwedzkie plądrowały, paliły i mordowały wszystko na swojej drodze. Z Bystrzycy Kłodzkiej, od której wcześniej zażądano ogromnego okupu w wysokości 16 000 talarów oraz 200 koni, wojska ruszyły przez Polanicę w stronę Szalejewa Górnego. Tam armia rozdzieliła się:

  • Pierwsza grupa ruszyła przez Gorzuchów (Möhlten) oraz Ścinawki ku Krosnowicom, kończąc swój niszczycielski marsz w Radkowie, który został ponownie całkowicie splądrowany.

  • Druga grupa skierowała się z Szalejewa Górnego przez Wambierzyce do Ratna Dolnego, paląc po drodze niemal wszystkie wsie.

 Oszczędzono wówczas jedynie Ścinawkę Średnią, ale i tam spokój nie trwał długo – w 1648 roku i tak zniszczono miejscowe gospodarstwa, karczmę oraz zamek, naładawszy na każdego chłopa kontrybucję w wysokości 10 talarów.

Obraz udostępniony jest wiernym w krużgankach bazyliki w Wambierzycach.

Obraz Maryi par excellence Dziewicy, do którego czterokrotnie strzelał żołnierz szwedzki . Dziś można go oglądać bazylice w Wambierzycach

 Z tym tragicznym przemarszem z października 1645 roku wiąże się niezwykłe wydarzenie tradycji lokalnej. Przy drodze między Chocieszowem a Mrówieńcem rosła sędziwa lipa, na której zawieszony był wizerunek Matki Boskiej. Jeden ze szwedzkich żołnierzy, chcąc zaimponować towarzyszom celnością oraz okazując pogardę dla katolickiej wiary, wystrzelił w stronę obrazu.

 Kula nie wyrządziła wizerunkowi żadnej szkody. Zdenerwowany Szwed oddał dwa kolejne strzały w płaszcz Maryi, celując w Jej twarz. Gdy i to nie przyniosło efektu, podszedł bliżej i strzelił po raz czwarty. Wówczas kula rykoszetem odbiła się od wizerunku i trafiła samego strzelca, zabijając go na miejscu.

 Niezwykły obraz przetrwał wieki na drzewie. W 1901 roku miejscowy kupiec Anselm Hatscher przeniósł go do Wambierzyc. Po odnowieniu, w listopadzie 1901 roku, wizerunek ten został udostępniony wiernym i po dziś dzień można go podziwiać w krużgankach wambierzyckiej bazyliki.

 Rok 1646 przyniósł kolejne rajdy szwedzkie i kolejne zniszczenia. Choć 24 października 1648 roku podpisano upragniony Pokój Westfalski kończący wojnę trzydziestoletnią, jeszcze do 1650 roku rozbite grupy maruderów szwedzkich najeżdżały i łupiły wsie Kotliny Kłodzkiej. Region potrzebował wielu dziesięcioleci, by podnieść się z tak potężnego upadku demograficznego i gospodarczego.

 

Bo każdy dzień jest częścią Historii!”

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S.

Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

Uwaga

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.