Z Wambierzyc na muzyczne salony świata. Zapomniana historia „Ojca Reimanna”

 

 Wambierzyce kojarzą się przede wszystkim z majestatyczną, barokową bazyliką, rozległą Kalwarią zwaną „Śląską Jerozolimą” oraz słynną ruchomą szopką. Rzadko kto jednak wie, że w jednej z kamieniczek naprzeciwko sanktuarium wychował się genialny kompozytor — autor blisko 800 utworów, którego muzykę śpiewano na Śląsku, w Bawarii, Austrii, a nawet za oceanem w Ameryce.

Kartka ukazująca centrum Wambierzyc. Na pierwszym zdjęciu ukazana bazylika a na drugim kamienice na przeciwko bazyliki.

Tablica upamiętniająca urodzenie Ignaza Reimanna.

Tablica umieszczona jest kamienicy w Wambierzycach.

Cudowne dziecko z wambierzyckiej karczmy

 Ignaz Reimann urodził się w Wambierzycach 27 grudnia 1820 roku, a już następnego dnia został ochrzczony. Pochodził ze skromnego środowiska. Jego ojciec Ignaz Anton, żyjący w latach 1785–1839, pochodził z Chocierzowa i pracował jako karczmarz oraz muzyk. Mimo że wieczorami bywał wyczerpany pracą, to właśnie on dawał małemu Ignacemu pierwsze lekcje gry na skrzypcach. Matka kompozytora, Magdalena z domu Elsner, pochodząca z Raszkowa, była od swojego męża o trzy lata starsza.

 Dalszą edukację muzyczną chłopca przejął Florian Nentwig, lokalny nauczyciel i dyrektor chóru w Wambierzycach, który uczył go gry na fortepianie. Młody Reimann rozwijał się w błyskawicznym tempie.

 W wieku 10 lat opanował grę na organach do tego stopnia, że w niedziele i święta z entuzjazmem zastępował dorosłych organistów, wywołując podziw u mieszkańców i ogromną dumę u rodziców. W wieku 12 lat grał już na wszystkich instrumentach wchodzących w skład orkiestry kościelnej. Ćwiczył z pasją od 3 do 4 godzin dziennie, a rodzice musieli upominać go, by odłożył instrumenty i zajął się obowiązkami domowymi.

 W owych czasach drukowane nuty były niezwykle drogie. Nauczyciel i uczniowie musieli przepisywać materiały na próby ręcznie. Pan Nentwig wdrożył do tej pracy również małego Ignacego. Przepisywane przez niego nuty wyróżniały się niezwykłą jasnością, poprawnością i czystością, a błędy zdarzały mu się niezmiernie rzadko.

Ignaz Reimann.

Młodzieńczy trud i droga do zawodu

 Mając zaledwie 13 lat, Ignacy zaczął zarabiać, by wspomóc ojca finansowo. Grał podczas mszy w kościele oraz do tańca w miejscowej gospodzie. Podczas przerw między utworami wnikliwie studiował zeszyty nutowe, poznając związki harmoniczne między instrumentami. Po powrocie do domu tworzył własne kompozycje i czuł wielką dumę, gdy mieszkańcy Wambierzyc bawili się przy jego melodiach.

 Praca u boku swojego mistrza oraz doświadczenie w pomaganiu słabszym uczniom sprawiły, że Reimann postanowił zostać nauczycielem. Widząc jego determinację, rodzice powierzyli go ponownie panu Nentwigowi, aby przygotował go do wstąpienia do seminarium.

 Od 1838 roku, jako osiemnastek, szlifował talent jako asystent nauczyciela w Ołtaszynie pod Wrocławiem. Pięć miesięcy później wstąpił do Kolegium Nauczycielskiego Szkół Katolickich we Wrocławiu, gdzie uczył się do 1841 roku. Zaprzyjaźnił się wówczas z Josephem Ignazem Schnabelem. Niezwykły talent Reimanna dostrzegł wujek Josepha, Karl Schnabel, czyli dyrektor muzyczny seminarium i kierownik muzyki katedralnej, który przyznał mu stypendium.

 W 1842 roku Reimann trafił do Jaszkowej Dolnej jako asystent cenionego nauczyciela Klessego, gdzie wolny czas poświęcał na wspólne muzykowanie z lokalnymi pasjonatami. Kilka miesięcy później Joseph Seidelmann sprowadził go do szkoły w Krosnowicach. Po śmierci Seidelmanna w 1852 roku Reimann przejął podwójną funkcję dyrektora szkoły oraz organisty.

Zapis księgi kościelnej w Wambierzycach , księga chrztów z 1803 do 1851, na stronie 525 (stary numer strony 268) nr 50 z 28.
"28. grudnia 1820 r. urodził się w Wambierzycach muzyka kościelnego Ignaza Reimanna i jego żony Magdaleny z domu Elsner z Seifersdorf o 6:00 po południu. Chrzest przyniósł te same imię Ignaz Anton i został ochrzczony przez godnego pana Franza Matzig, Kapłana.
Świadkami chrztu byli: Levans Anton Elsner- kowal , Katharina - córka Antona Reimanna, który był ogrodnikiem. 

Sława, choroba i wielki dorobek

 W Krosnowicach rozwinęła się pełna sukcesów kariera kompozytorska Reimanna. Tworzył chwytliwe, utrzymane w ludowo kameralnym tonie utwory kościelne, które szybko zyskały ogromną popularność na Śląsku, w Bawarii, Austrii, a nawet w Ameryce. W międzyczasie kształcił nowych muzyków i organistów. Za naukę pobierał skromne opłaty, a od najuboższych nie brał ich wcale.

 Niestety pasmo powodzeń przerwało dramatyczne wydarzenie. W wyniku ciężkiej choroby połączonej z wysoką gorączką, która przykuła go do łóżka na trzy miesiące, Reimann częściowo stracił słuch. Wada nasilała się z biegiem lat, utrudniając mu pracę pedagogiczną, a przede wszystkim dyrygowanie i praktyczne muzykowanie.

 W 1884 roku kompozytor doznał ataku apopleksji, co doprowadziło do paraliżu lewego ramienia i ręki. Po dołączeniu ciężkiego zapalenia płuc i problemów z chodzeniem, złożył wniosek o przejście na emeryturę, który rozpatrzono pozytywnie 1 lipca 1885 roku.

 Dwa tygodnie później gmina Krosnowice wyprawiła na jego cześć uroczyste przyjęcie pożegnalne, na które licznie przybyli wychowankowie i przyjaciele. Niestety zaledwie trzy dni po tym wydarzeniu Reimann przeszedł kolejny, śmiertelny udar. Zmarł 17 czerwca 1885 roku i został pochowany w Krosnowicach. Jego płyta nagrobna zachowała się do dziś w krużganku krosnowickiego kościoła parafialnego, obok nagrobka jego żony.

Nagrobek Ignaza Reimanna, Lewiatan Krosnowice

Dziedzictwo Ojca Reimanna

 Ze swoją żoną Cecylią przeżył 35 lat. Wychowali troje dzieci, dwóch synów i córkę. Starszy syn, doktor Heinrich Reimann, zdobył sławę jako królewski bibliotekarz i główny organista w prestiżowym kościele Kaiser Wilhelm Gedächtniskirche w Berlinie. Młodszy syn, Franz Reimann, został dyrektorem chóru i nauczycielem w Strzegomiu.

 Pogrzeb kompozytora pokazał, jak ogromną miłością darzyli go współcześni. Liczne tłumy przybyły pożegnać człowieka, którego powszechnie nazywano Ojcem Reimannem.

 Artyzm Reimanna pozostaje imponujący. Pozostawił po sobie około 800 kompozycji, w tym 125 mszy, 200 pieśni, a także chorały, litanie, kantaty, symfonie, marsze, tańce oraz utwory chóralne i solowe.

 Najbardziej znanym dziełem kompozytora jest Msza pasterska w C dur, zwana również mszą Christkindl. W dawnej ziemi kłodzkiej śpiewano ją tradycyjnie w Wigilię Bożego Narodzenia, stawiając ją na równi z pieśnią Cicha noc Roberta Führera czy Transeamus Josepha Schnabela. Do jego cenionych utworów należy również Radosna pieśń wielkanocna.

 

„Bo każdy dzień jest częścią historii.”

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S. Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

 

UWAGA

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.