Składnica muzealna 

 

 Gdy w 1943 roku nad Berlinem coraz częściej rozbrzmiewały syreny alarmowe, a alianckie bombardowania stawały się codziennością, nazistowskie władze podjęły natychmiastowe kroki. Aby uratować najcenniejsze dzieła sztuki i zabytki przed zniszczeniem, rozpoczęto szeroko zakrojoną akcję ich ewakuacji. Cenne zbiory wywożono ze stolicy Rzeszy i ukrywano w bezpiecznych, oddalonych od frontu miejscach – martenowskich kopalniach, chłodnych klasztorach oraz z dala położonych zamkach.

 Podczas gdy spora część niemieckich skarbów trafiła do kopalni soli w Saksonii, wiele innych pociągów i transportów skierowano na wschód. Wybór padł na spokojniejsze, górzyste rejony Śląska, Czech oraz Sudetów.

 Jeden z takich sekretnych punktów magazynowych utworzono w Ołdrzychowicach Kłodzkich. Wybór padł na tamtejszy pałac należący do hrabiny von Magnis. Miejsce to znalazło się w ścisłych planach konserwatorskich – z zapisków prof. Günthera Grundmanna, naczelnego konserwatora zabytków na Dolnym Śląsku, z datą 31 lipca 1943 roku wynika, że w pałacu przeznaczono na ten cel od 5 do 6 reprezentacyjnych pokoi. Pomieszczenia te miały posłużyć jako bezpieczna przystań dla "dóbr kultury wywiezionych ze stolicy Rzeszy na specjalne zlecenie Konserwatora Zabytków Berlina".

Pałac rodziny von Magnis w Ołdrzychowicach Kłodzkich.

 

 Pałac w Ołdrzychowicach Kłodzkich, występujący w dokumentach jako Schloss Ullersdorf, szybko stał się jednym z najważniejszych punktów na mapie wojennej ewakuacji. Zwożono tu nie tylko oficjalne zbiory instytucjonalne, ale także niezwykle cenne kolekcje prywatne.

 Szczególne miejsce w pałacowych wnętrzach zajęły bezcenne zbiory berlińskiego towarzystwa muzycznego Sing-Akademie. Zgodnie z dokumentem zatytułowanym Transport XVIII nach Schloss Ullersdorf /Schlesien z 31 sierpnia 1943 roku, na polecenie dyrektora tej instytucji wysłano do Ołdrzychowic 14 skrzyń kryjących 90 pakietów i katalogów muzycznych. O tym, że te wyjątkowe utwory bezpiecznie dotarły na miejsce, świadczy zachowany dokument z 15 marca 1945 roku z dopiskiem Eigentum der Berliner-Sing-Akademie, podpisany przez ówczesnego dyrektora Georga Schumanna. Wraz z transportem Sing-Akademie przybyło również 11 skrzyń należących do doktora Friedricha Schöne.

 Zawartość skrzyń Sing-Akademie stanowiła absolutny fundament europejskiego dziedzictwa muzycznego. Wśród wymienionych w katalogach dzieł znajdowało się około 500 utworów Johanna Sebastiana Bacha oraz około 220 kompozycji Georga Philippa Telemanna. Kolekcję wzbogacało około 150 utworów wokalnych i około 420 instrumentalnych autorstwa Carla Heinricha i Johanna Gottlieba Graunów, a także około 130 dzieł wokalnych i około 80 instrumentalnych Johanna Adolfa Hassego. Dopełnieniem tego unikatowego zbioru było około 120 kompozycji Franza i Georga Bendów.

 Wrzesień 1943 roku był czasem wyjątkowo intensywnego zwożenia skarbów do pałacowych komnat. Na początku września do Ołdrzychowic dotarł transport z prywatnymi zbiorami wielu znanych osobistości i rodzin. Znalazły się tam dzieła należące między innymi do doktora Fritza Heinsiusa, doktora Alberta Magnusa, doktora Friedricha Schöne, Ruth Wild, doktora Alexandra Tichy, Gertrudy Agthe, a także rodzin Ehrlichów, Funke, Kruse, Frentzlów, Frake, von Gersdorff, Kaczke, Stumpfów oraz Pralle. W tym samym czasie dołączyły do nich 4 obrazy pochodzące z Arno-Holz-Archiv.

 Dnia 28 września 1943 roku do składnicy przyjechał kolejny duży transport. Złożyło się na niego około 100 obrazów od prywatnych kolekcjonerów, 52 dzieła z Instytutu Morskiego oraz 25 skrzyń dostarczonych z Biblioteki Miejskiej. Ponadto w transporcie przysłano kilkadziesiąt skrzyń należących do prywatnych zbieraczy sztuki, w tym między innymi do Hansa von Marwitza oraz kilku innych kolekcjonerów.

 W miarę jak wojna zbliżała się do końca, pałacowe pomieszczenia były niemal po brzegi wypełnione skrzyniami muzealnymi. Pod koniec działań wojennych w pałacu znajdowało się 6 drewnianych skrzyń z Siemens Muzeum, 5 skrzyń z Marwitz Muzeum, 3 drewniane skrzynie z Dr. Simon Muzeum, 3 skrzynie z Hartmann Muzeum oraz 12 skrzyń z Gerd Rosen Muzeum. Podczas gdy powojenne losy części państwowych depozytów udało się z czasem odtworzyć, dalszy los bogatych kolekcji należących do osób prywatnych do dziś pozostaje nieznany.

Notatka G. Grudmanna wskazująca pałac w Ołdrzychowicach Kłodzkich na składnice.

 

 Sytuacja w Ołdrzychowicach Kłodzkich zmieniła się gwałtownie 8 maja 1945 roku, kiedy o godzinie 4 rano do miejscowości wkroczyły wojska radzieckie. Żołnierze natychmiast utworzyli swój posterunek w budynku hotelu Heimanna. Wraz z jednostkami bojowymi na miejsce przybyły tak zwane oddziały trofiejne, których głównym zadaniem była konfiskata oraz wywóz najcenniejszych dóbr materialnych i kulturalnych. Żołnierze radzieccy działali niezwykle sprawnie i w zaledwie dwa dni zapakowali zgromadzone w pałacu zbiory, a następnie wywieźli je bezpośrednio do Kijowa.

 Kiedy minęła pierwsza fala wywozu skarbów, w lipcu 1945 roku na terenie ziemi kłodzkiej rozpoczęła bardzo intensywne działania polska grupa rewindykacyjna. Na jej czele stał prof. Stanisław Lorentz, sprawujący wówczas funkcję Naczelnego Dyrektora Muzeów i Ochrony Zabytków. Do dziś w dokumentacji z poszukiwań zachowała się bezcenna notatka datowana na 9 lipca 1945 roku, opisująca stan majątku hrabiny von Magnis w Ołdrzychowicach.

 Z zapisków wynika, że choć wojska sowieckie wywiozły znaczną część obrazów i najcenniejszych przedmiotów, na miejscu wciąż pozostawało sporo zabytkowych mebli, sztychów oraz wyrobów przemysłu artystycznego. Profesor Lorentz nakazał ówczesnemu burmistrzowi, Tadeuszowi Musiałowi, natychmiastowe spisanie i zinwentaryzowanie pozostałych przedmiotów. W jednym z pomieszczeń, w którym według relacji świadków wcześniej znajdowało się mnóstwo skrzyń i dzieł sztuki wywiezionych przez Sowietów, uwagę polskiej ekipy przykuły okazałe meble z XVII wieku. Widniały na nich nalepki własnościowe należące do Carla Hansa Kruse z Berlina-Charlottenburga, zamieszkałego przy Bayersd-Allee 47.

 Zabezpieczając pozostałe po wywozie dzieła, Stanisław Lorentz zabrał ze sobą bardzo dobry włoski obraz z XVII wieku przedstawiający Świętą Rodzinę, oprawiony w oryginalną ramę i umieszczony w drewnianym, oszklonym pudle. Dzieło to przekazano do dyspozycji Ministerstwa Kultury i Sztuki na ręce starosty w Kłodzku. Podczas inspekcji ustalono również, że część rozproszonych zabytków trafiła w rce lokalnych władz. U burmistrza Tadeusza Musiała znajdowało się kilka holenderskich obrazów przedstawiających bukiety kwiatów oraz parę portretów rodzinnych, z kolei komendant miejscowej milicji wszedł w posiadanie trzech inkrustowanych mebli pochodzących bezpośrednio z pałacowych wnętrz.

 Pod koniec lipca inżynier Leon Dietz d'Arma — znany polski architekt okresu modernizmu związany ze Śląskiem, który od 1945 roku pełnił funkcję dyrektora Państwowego Przedsiębiorstwa Budowlanego Zjednoczenia Śląsko-Dąbrowskiego w Katowicach — otrzymał oficjalne upoważnienie na wyjazd do Ołdrzychowic Kłodzkich. Jego zadaniem było przejęcie i wywiezienie z tamtejszego pałacu zabytkowych mebli oraz innych dzieł sztuki z przeznaczeniem dla Dyrekcji Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu

 

pocztówka na której widoczny jest hotel Heimann. 

 

Mimo że pierwsze powojenne inspekcje odbyły się latem 1945 roku, na kolejne oficjalne kroki w sprawie ołdrzychowickich zbiorów trzeba było czekać niemal trzy lata. Dopiero pod koniec kwietnia 1948 roku pan Deryng, sprawujący funkcję kierownika centralnej składnicy muzealnej w pobliskim Bożkowie, otrzymał oficjalne polecenie od władz konserwatorskich, aby udać się do pałacu w Ołdrzychowicach Kłodzkich w celu pełnego zabezpieczenia oraz przejęcia pozostałych tam jeszcze zabytków.

Bo każdy dzień jest częścią Historii!”

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S.

Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

Uwaga

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.