Królewska wizyta w rezydencji hrabiego von Magnisa

 

 Złoty okres w historii Ołdrzychowic Kłodzkich rozpoczął się z końcem XVIII wieku, kiedy połowa wsi trafiła we władanie hrabiego Antona von Magnisa, przedstawiciela jednego z najpotężniejszych i najbogatszych rodów na Śląsku. Ze względu na swoje doskonałe położenie przy głównej trasie prowadzącej do modnego kurortu w Lądku-Zdroju, tutejsza rezydencja szybko stała się jednym z najbardziej znanych i najchętniej odwiedzanych miejsc na całej ziemi kłodzkiej.

 Hrabia od razu przystąpił do wielkich zmian. Przebudował pałac w eleganckim stylu neoklasycystycznym oraz znacząco rozbudował  pałacowy folwark i dwór. Prawdziwym klejnotem posiadłości stał się jednak park założony w 1800 roku. Zachwycał on przemyślaną kompozycją, stawem z urokliwą wyspą oraz misternie rozmieszczonymi altanami, z których jedna – punkt widokowy – stanęła na szczycie wzgórza Klekotka. Sprowadzono tu wspaniałe kwiaty oraz bogatą kolekcję egzotycznych drzew i krzewów. Całość otoczono ozdobnym ogrodzeniem z reprezentacyjną bramą, przy której ustawiono kamienną pietę, pochodzącą prawdopodobnie z 1790 roku. Do dziś w ogrodzie przetrwała również inna pamiątka z tamtych lat – rzeźba przedstawiająca świętego Józefa.

 Dla hrabiego von Magnisa stworzenie tak wyjątkowej rezydencji było doskonałą okazją, by zaprezentować swoje włości najznamienitszym gościom Rzeszy – pruskiej parze królewskiej, królowej Luizie oraz królowi Fryderykowi Wilhelmowi III.

 Podróż monarchy rozpoczęła się nieco wcześniej. Król Fryderyk Wilhelm III przybył do Kłodzka ze Srebrnej Góry już 20 sierpnia 1800 roku. Przenocował wówczas u komendanta kłodzkiej twierdzy, którą szczegółowo obejrzał następnego dnia.

 Królowa Luiza dotarła do Kłodzka 21 sierpnia o godzinie osiemnastej, przyjeżdżając prosto z zamku Książ. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że była to pierwsza wizyta koronowanej władczyni w całej Kotlinie Kłodzkiej od czasów pobytu Joanny, żony czeskiego króla Jerzego z Podiebradów. Ołdrzychowice i cała okolica szykowały się na wielkie święto. Wjazd monarchini uczczono potężną salwą potrójnego wystrzału z trzydziestu sześciu armat rozmieszczonych na twierdzy kłodzkiej. Wieczorem odbyła się uroczysta, biesiadna kolacja w budynku rządcy, a o godzinie dziewiątej rano następnego dnia królowa wyruszyła w dalszą drogę w stronę Lądka.

Pieta Jezusa obok bramy wjazdowej.

 

Trasa przejazdu królowej prowadziła bezpośrednio przez Ołdrzychowice Kłodzkie. Gdy powóz wjechał na podwórzec pałacowy, hrabia von Magnis osobiście poprowadził dostojnego gościa na wzgórze Klekotka. Królowa spędziła tam niemal trzy kwadranse, podziwiając malownicze panoramy i prowadząc swobodną rozmowę z właścicielem majątku.

Po zejściu ze wzgórza gospodarz zaskoczył monarchinię niezwykłą atrakcją – zaprosił ją do wspaniale ozdobionej pałacowej obory. Wewnątrz czekały trzy młode wiejskie dziewczęta ubrane w śnieżnobiałe stroje, które podczas dojenia krów odśpiewały dla gościa specjalną pieśń. Słowa do niej napisała sama żona hrabiego von Magnisa, natomiast muzykę skomponował ksiądz proboszcz Hoetzel z pobliskiego Nowego Waliszowa.

Po tym sielskim epizodzie królowa z wyraźnym zainteresowaniem przyglądała się pokazowemu łowieniu ryb zorganizowanemu na rzece Białej Lądeckiej, po czym udała się na krótki spacer po parku. Zobaczywszy nowo wybudowaną fontannę, która powstała zaledwie kilka tygodni wcześniej, usiadła przy niej, by chwilę odpocząć. Łącznie w ołdrzychowickim parku Luiza spędziła aż dwie godziny, po czym udała się w dalszą drogę powozem zaprzężonym w cztery konie.

Z Lądka monarchini powróciła do Kłodzka, skąd kolejnego dnia wyruszyła wraz z małżonkiem w stronę Nysy. Choć w niektórych opracowaniach można spotkać błędne twierdzenia, że królowa udała się stamtąd w zupełnie innym kierunku – co warto zdecydowanie sprostować i wypomnieć autorom takich niedopatrzeń – oficjalny szlak królewski prowadził właśnie przez Nysę.

Bezpośrednim świadkiem tych wydarzeń był znany kłodzki historyk Joseph Kögler. Miał on wówczas niepowtarzalną okazję zobaczysz dwudziestoczteroletnią monarchinię z bliska, a nawet zamienić z nią kilka słów.

W swoich pamiętnikach Kögler pozostawił niezwykle ciepły opis młodocianej królowej. Zapamiętał ją jako osobę średniego wzrostu, o wyjątkowo pięknej i zgrabnej sylwetce. Tego pamiętnego dnia Luiza miała na sobie efektowną suknię uszytą z fioletowego jedwabiu. Jak zaznaczył historyk, monarchini z miejsca zjednywała sobie serca wszystkich obecnych – przyciągała ludzi nie tylko królewskim majestatem, ale przede wszystkim niezwykłą dobrocią, łagodnością i naturalną przyjacielskością.

Wyspa na stawie w parku.

 

 Pewnie wielu z Was zadaje sobie pytanie, dlaczego dla pruskiej monarchini przygotowano tak osobliwą i swojską zarazem atrakcję, jaką było uroczyste dojenie krów w odświętnie przybranej oborze. Zagadkę tę doskonale wyjaśnia fragment z 23. listu Johna Quincy’ego Adamsa – późniejszego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który w tym samym okresie podróżował po Śląsku i tak wspominał wizytę w posiadłościach Magnisów:

Hrabia Magnis jest jednym z zamożnych szlachciców, piętnasty lub dwudziesty, którzy są w posiadaniu całego obszaru Śląska. On ma kilka rezydencji w różnych częściach kraju, a w ostatnim tygodniu gościł i zabawiał królowę w jednej z nich, w wiosce zwanej Ołdrzychowice Kłodzkie, pomiędzy Kłodzkiem a Lądkiem. Zazwyczaj jego miejscem zamieszkania jest Eckersdorf (Bożków), gdzie ma ładną rezydencję i ogród z cieplarniami, w których rosną różne gatunki owoców i roślin z innych cieplejszych klimatów. Ale jest On znany w szczególności z bydła, owiec, na których hrabia skupia główną uwagę. On miesza rasy owiec, importując barany z Hiszpanii i Padwy. On rocznie sprzedaje wełnę wartości 20 tysięcy dolarów w cenie 15% wyższej niż zazwyczaj za wełnę w kraju, to wynosi 20 pruskich groszy za funt. Niektóre ze swoich owiec sprzedał po 30 dolarów za sztukę i wszystkie poszły za podwójną cenę. Zimą trzyma owce pod dachem w oborach, których drzwi pootwierane są na wszystkie strony. Latem wypuszczane są na pola tylko podczas dnia. Hrabia obecnie jest nieobecny i ja zostałem oprowadzony po posesji i ogrodzie przez świeckiego duchownego, nauczyciela jego dwóch synów, którzy byli w domu.”

 Wyszukany wiejski pokaz w Ołdrzychowicach był zatem ukłonem w stronę wielkiej pasji gospodarza oraz dowodem na to, że nowoczesne rolnictwo i hodowla stanowią prawdziwą dumę majątku.

 

Park w pobliżu pałacu. 

Fontanna znajdująca się na tyłach  pałacu.

Królewska wizyta wywarła na właścicielu tak ogromne wrażenie, że postanowił upamiętnić ją w sposób spektakularny. Dnia 10 marca 1802 roku hrabia von Magnis wzniósł na cześć królowej monumentalną, żeliwną kolumnę. Mierzący 22,5 metra wysokości i ważący 12,5 tony obiekt odlano w jego własnej hucie w Małej Panwi. Na owe czasy stanowił on prawdziwe wybitne osiągnięcie techniczne – był to bowiem największy tak monolityczny odlew w historii ówczesnego hutnictwa. Całość inwestycji pochłonęła ogromną sumę 25 tysięcy funtów.

Uroczystego odsłonięcia konstrukcji dokonał hrabia von Reden, minister do spraw Śląska. Żeliwna kolumna w kształcie smukłej, ostrosłupowej iglicy zwężała się ku górze, wspierając się na kamiennym cokole z pamiątkową tablicą objaśniającą okoliczności jej powstania. Wewnątrz cokołu umieszczono kunsztowną skrzynię wykonaną przez konwisarza Primitivusa Gintzela. W jej wnętrzu ukryto akt erekcyjny oraz żeliwne medaliony z podobiznami pary królewskiej – unikatowe pamiątki, które do dziś można podziwiać w zbiorach Muzeum Ziemi Kłodzkiej.

Rozwój rezydencji trwał przez kolejne dekady:

  • W 1810 roku na terenie majątku wzniesiono elegancki pawilon poświęcony pamięci królowej Luizy.

  • W 1820 roku wybudowano reprezentacyjną oranżerię, w której z sukcesem hodowano i zbierano owoce cytryn oraz mandarynek.

Ołdrzychowice stały się obowiązkowym punktem na trasie ówczesnych podróżników i literatów. W 1815 roku posiadłość odwiedził Jan Morawski, a w 1823 roku przybył tu wybitny polski poeta i dramaturg Fryderyk Skarbek.

Niestety, po monumentalnej kolumnie nie ma dziś najmniejszego śladu. W miejscu, gdzie niegdyś dumnie się wznosiła, znajduje się obecnie zwykły parking. Pomnik usunięto w 1974 roku, oficjalnie pod pretekstem prac związanych z poszerzaniem drogi – choć lokalne przekazy sugerują, że po prostu „wpadł komuś w oko” i podzielił los wielu innych zabytków metali technicznych.

Żeliwna kolumna w parku. 

 

Bo każdy dzień jest częścią Historii!”

Krzysztof Kręgielewski

 

P.S.

Artykuł został przedrukowany z mojej strony

na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."

Uwaga

Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma?  Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało  wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już  bezcenny okruch historii.  

Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na  stryszkach czy szafach  dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.

Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.

 

Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.