Niezwykła historia Hermanna Dietricha Lindheima i przemysłowego przełomu w Ołdrzychowicach Kłodzkich
Czy wiecie, że tradycje włókiennicze Ziemi Kłodzkiej sięgają już końca XVII wieku? Mieszkańcy Hrabstwa Kłodzkiego słynęli w całej Europie ze swojej chałupniczej produkcji tkanin. W XIX wieku tradycyjne przędzalnictwo zaczęło jednak ustępować miejsca tkaninom bawełnianym, uwielbianym przez chłopstwo.
Brak maszynowej obróbki bawełny w regionie przyniósł szybki spadek pogłowia owiec, a sytuację pogorszyła dodatkowo blokada kontynentalna. Ponieważ w kotlinie brakowało zakładów pomocniczych (bielarni, apretur czy farbiarni), tkaniny sprowadzano z zewnątrz, a półprodukty przywożono głównie z Anglii, gdzie też odbywało się ich wykończenie. Handel nimi, zwłaszcza po zniesieniu blokady, okazał się niezwykle opłacalny.
Panorama Ołdrzychowic z widokiem na przędzalnie bawełny.
[ Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Filumenistyczne w Bystrzycy Kłodzkiej]
Na czele tego intratnego biznesu stanęli bracia Lindheim, śląscy przedsiębiorcy działający w Hrabstwie Kłodzkim od początku lat dwudziestych XIX wieku. Zanim ruszyli z własną produkcją, wraz ze swoim ojcem sprzedawali na tym terenie bawełnianą przędzę sprowadzaną z Anglii.
Hermann Dietrich Lindheim z młodszym bratem zgromadzili dzięki temu pokaźny kapitał. W przeciwieństwie do ówczesnych trendów, kiedy to głównie wielcy właściciele ziemscy budowali fabryki, Lindheim działał niczym prawdziwy filantrop. Przełom nastąpił w 1822 roku, gdy wykupił ziemię od hrabiego Magnisa (blisko jego pałacu) i założył w Ołdrzychowicach pierwszą w Prusach mechaniczną przędzalnię bawełny. Posiadała na początku 9000 wrzecion, a do napędu używano energii wodnej. Sam zakład był ogrzewany przez parę rozprowadzoną po halach fabrycznych rurami. Rok później przy przędzalni zbudowano warsztat mechaniczny oraz odlewnię żelaza, które to produkowały i konstruowały maszyny dla własnej przędzalni, a późnej także kotły i maszyny parowe. Z czasem produkowały też maszyny dla obcych klientów. Już ta pierwsza inwestycja dowodzi o przedsiębiorcę z wyjątkową kapitałową siłą, gdyż przędzalnia wymagała wysokiego kapitału zakładowego i obrotowego . Inwestycja ta wymagała ogromnego kapitału zakładowego i obrotowego, co dowodziło wyjątkowej siły finansowej inwestora.
Zdjęcie ukazujące Hermanna Dietricha Lindheima, założyciela przędzalni bawełny w Ołdrzychowicach Kłodzkich. [zdjęcie ze strony publicznej]
W latach czterdziestych XIX wieku Lindheim rozbudował zakład w Ołdrzychowicach o przędzalnię lnu i konopi. Skala przedsięwzięcia rosła błyskawicznie. Ta pierwsza - Przędzalnia lnu posiadała 1924 wrzecion i 98 robotników (od początku borykała się z brakiem surowca). Druga - Przędzalnia konopi: 110 wrzecion i 53 robotników, Przędzalnia bawełny: urosła w tym czasie do 30 548 wrzecion i 830 pracowników! To więcej, niż trzy lata wcześniej miało łącznie 11 zakładów na całym Śląsku.
Zdjęcie ukazujące przędzalnie bawełny w Ołdrzychowicach Kłodzkich.
Rozwój zakładu zmienił lokalny krajobraz. W 1830 roku na ziemiach Lindheima stał tylko jeden dom, a na początku lat czterdziestych było ich już 17, wybudowanych głównie dla robotników. W 1843 roku przedsiębiorca na własny koszt postawił szkołę, opłacił katolickiego nauczyciela oraz zakupił książki i pomoce naukowe.
Cieniem na tej działalności kładło się jednak wykorzystywanie dzieci do wielogodzinnej pracy, czym złamał regulacje rządowe z 1839 roku. Za ten występek musiał zapłacić 700 talarów grzywny.
Zdjęcie z lat 20-tych ukazujące zakład i pracowników zakładu.
Lindheim nie zatrzymał się na Ołdrzychowicach. Skoncentrował się na poszerzaniu swoich wpływów. Otworzył przędzalnię bawełny w Krosnowicach (750 wrzecion) oraz mniejsze zakłady w Nowej Rudzie i Włodowicach. W 1840 roku otworzył dom handlowy w Wiedniu, a w 1841 roku uruchomił przędzalnię w Czeskiej Skalicy, która stała się największą w całych Czechach.
Hermann Dietrich Lindheim zapisał się na kartach historii nie tylko jako pionier włókiennictwa, ale również jako postać wybitna dla rozwoju XIX-wiecznego kolejnictwa. W 1846 roku w jego zakładzie maszynowym powstała pierwsza lokomotywa parowa na terenie pruskiego Śląska. Było to osiągnięcie stanowiące efekt bliskiej współpracy z angielską firmą Hawthorn Linde. Pojazdy te nie były produkowane w całości w Ołdrzychowicach, lecz właśnie tam montowano je z części sprowadzanych z Anglii. Z dokumentów historycznych znane są dokładnie trzy takie dostawy lokomotyw. Pierwsza z nich miała miejsce w 1846 roku i trafiła do Kolei Górnośląskiej. Druga nastąpiła w 1847 roku dla linii dolnośląskiej Märkische Eisenbahn z numerem 61, a trzecia w tym samym roku dla tej samej linii z numerem 62.
Pod koniec lat czterdziestych XIX wieku Lindheim rozszerzył swoją działalność na Czechy, gdzie w okolicach Chebu i Pilzna zaczął dzierżawić oraz zakładać huty żelaza pracujące na potrzeby rozwijającego się kolejnictwa. Od 1853 roku dostarczał tory kolejowe dla Praskiego Towarzystwa Przemysłu Żelaznego, kładąc podwaliny pod tamtejszy przemysł ciężki. W 1856 roku w zakładach Lindheima pracowało już 2500 górników i ślusarzy. Rok później, po połączeniu z wydzierżawioną od niego hutą w Kladnie, liczba zatrudnionych robotników wzrosła do 5000. W 1858 roku Lindheim otworzył kolejny zakład, uruchamiając fabrykę chemiczną w Aussig, czyli dzisiejszym Ústí nad Labem. Dla pracowników swoich fabryk stworzył wyjątkowy jak na owe czasy pakiet socjalny, budując mieszkania, stołówkę, sklepy, piekarnie, szpital zakładowy z stałą opieką lekarza oraz aptekę. Jego rola w rozwoju infrastruktury wciąż rosła, co zaowocowało uzyskaniem w 1856 roku, wraz z hamburskim hurtownikiem i bankierem Ernstem Merckiem, koncesji na budowę linii Kaiserin Elisabeth Westbahn. Trzy lata później, w 1859 roku, przedsiębiorca otrzymał kolejną koncesję, tym razem na budowę linii łączącej Pragę z Pilznem.
Pracownicy fabryki podczas robót społecznych. Zdjęcie wykonane latem 1927 roku.
Mimo wielkich przedsięwzięć w Czechach Lindheim nie zaniedbywał interesów na Ziemi Kłodzkiej i stale prowadził działalność w Ołdrzychowicach. W 1852 roku jego tutejsze przędzalnie bawełny, lnu i konopi dysponowały łącznie 13 000 wrzecion oraz zatrudniały 629 robotników. Siedem lat później, w 1859 roku, w przędzalni bawełny działało 8100 wrzecion i pracowało 415 osób, w przędzalni lnu było to 2866 wrzecion i 188 robotników, a w przędzalni konopi 1434 wrzeciona oraz 73 robotników. Przedsiębiorstwo to okazało się wyjątkowo stabilne, stanowiąc jedyną firmę w Kotlinie Kłodzkiej, która przetrwała głęboki upadek przędzalnictwa w latach pięćdziesiątych XIX wieku.
W okresie intensywnej rozbudowy czeskich hut pojawiła się także okazja do ulokowania kapitału w rosyjskim zaborze Polski. Znany w warszawskich kręgach przedsiębiorca Piotr Steinkeller z powodu problemów finansowych i zadłużenia musiał wstrzymać swoją działalność. Hermann Dietrich Lindheim sprawnie wykorzystał tę sytuację, wynajmując zabudowania fabryczne w Żarkach, które w 1851 roku przebudował na nowoczesną przędzalnię bawełny. Zainstalowano tam 48 maszyn przędzalniczych z 12 300 wrzecion, w tym 20 innowacyjnych przędzarek wózkowych, użytych wówczas po raz pierwszy na ziemiach polskich.
Życie prywatne tego wielkiego przemysłowca było równie barwne jak jego kariera. Lindheim urodził się w rodzinie żydowskiej jako Heymann David Levy, lecz po przyjęciu wiary protestanckiej zmienił tożsamość na Hermann Dietrich Lindheim. W 1826 roku w Paryżu poślubił Estelle Marie Mevil. Małżonkowie początkowo zamieszkali razem w Ołdrzychowicach, jednak w 1840 roku przenieśli się do Wiednia. To właśnie tam Lindheim zmarł 11 marca 1860 roku w wieku 69 lat. Zgodnie z jego wolą został pochowany w Ołdrzychowicach Kłodzkich, a jego kultowa przędzalnia bawełny trafiła w ręce wrocławskiego bankiera Friedricha Eduarda von Löbbecke, który wcześniej był inwestorem i finansistą Lindheima.
„ Bo każdy dzień jest częścią Historii!”
Krzysztof Kręgielewski
P.S.
Artykuł został przedrukowany z mojej strony
na Facebooku - "Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic."
Uwaga
Macie w domu stare zdjęcia, na których w tle widać kawałek Bożkowa lub jego okolic? Może fragment domu, którego już nie ma? Zdjęcie ogródka przydomowego, gdzie rosło drzewo, które zostało wycięte dawno temu? A może dziadka w kapeluszu, babcię na ławce albo dzieci biegające przy pomniku? Dla Was to może zwykła, niepotrzebna już fotografia, a dla mnie to już bezcenny okruch historii.
Jeśli przechowujecie podobne zdjęcia albo inne przedmioty, gdzieś chowane na stryszkach czy szafach dajcie znać. Zbieram okruchy tej naszej przeszłości jak rozsypane puzzle, z których próbuję ułożyć obraz Bożkowa i jego okolic sprzed lat.
Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści jak i ludzi. Odchodzą one po cichu, bez śladu. Razem z nimi znika to, czego nie zdążyliśmy zapytać, zanotować, usłyszeć. Dlatego każde zdjęcie, każdy szczegół i każda rozmowa mają dziś ogromne znaczenie.
Jeśli w Waszych szufladach leżą fragmenty starego Bożkowa lub jego okolic dajcie znać. Przyjadę żeby zachować to co jeszcze nie zniknęło. A przy okazji możecie w ten sposób mnie poznać, pogadać, podzielić się historią, posłuchać i powspominać.